Friday, December 4, 2009

Język bankowców

"Niech mi pani sprawdzi, czy mi coś nie wisi" (klient do mnie, czy nie ma wpływu z zagranicy z datą waluty przyszłą).
"Pani mi dobrze nie dała" – klient do kasjerki
"Zrób tak, żeby zadowolić klienta" (szefowa do mnie jeszcze w oddziale)
"Pan zaczeka, tylko się rozłożę"
"Jestem na kliencie i nie mogę się ruszyć ani w te ani we wte" (prawdopodobnie chodziło o zgłoszenie awarii systemu)
"Dać Panu na ladzie czy na zapleczu?"
"Koleżanka w tej chwili nie może pana obsłużyć bo właśnie szczytuje w skarbcu" (chodziło o zczytanie stanu skarbca)
"Proszę się podpisać obok mojego ptaszka"
"Nie tak szybko, powolutku, najpierw muszę w Panią wejść"
"Chce sobie Pan wyciągnąć ???" (chodziło o wypłatę oczywiście)
"Jak Panu dzisiaj dać?"
"Niech Pan poczeka, to od razu wejdę przy Panu w klienta" (podczas rozmowy telefonicznej z jakimś gościem od księgowań)
"Z takimi zarobkami nigdy Pan nie spłaci kredytu w takiej kwocie"
"Jeżeli żona się nie zgadza na kredyt to trzeba się rozwieść"

Język bankowców - autor nieznany - źródlo: mail od znajomej pracującej w banku :)

1 comment:

Kasiek said...

Mój kolega w salonie jubilerskim był nie gorszy. Mieliśmy taki zwyczaj, że jedno wypisywało paragon i wszystkie niezbędne papierki, a ktoś inny zajmował się już pakowaniem biżuterii na wynos, żeby było szybciej. No i mój kolega zaserwował kiedyś klientowi taki tekst: "To koleżanka przyjmie od pana pieniądze, a ja panu zapakuję". ;-)