Tuesday, March 31, 2009

Wiosna ?

Biorąc pod uwagę dzisiejszy dzień zaczynam myśleć, że faktycznie przyszła Wiosna. Od rana słonko świeci jak szalone, trawka się zieleni, połowa rozlewiska wokół mojego domu zdążyła już wyschnąć, błoto powoli zmienia stan skupienia na gęstszy, piasek nie zapada się już tak bardzo pod stopami/oponami, wróble i inne ptactwo świergoli tak, że po prostu sama radość. Jest tylko jedno małe ale. Jebane Babie lato czy coś takiego. Wszędzie, dokładnie wszędzie lata mnóstwo pajęczynowych nici w powietrzu. Niby mnie mam to gdzieś, bo teoretycznie co mi przeszkadza jakaś pajęczyna w powietrzu, tylko wyobraźcie sobie jak tu się nie wkurwić, jak jadę sobie spokojnie pełną piachu taczką dookoła domu, próbując się przy tym nie wypierdolić na niewyschniętym błocie i nie zapaść na jakiejś piaskowej wydmie, a łatwo nie jest, bo oprócz tych pułapek taczka swoje waży i trzeba pchać konkretnie, a tu jeb, mam nagle na ryju pół kilo pajęczyny. Lubię wiosnę (nie tak jak Alter Mann) ale akurat te pajęczyny to spokojnie mogliby zlikwidować bez najmniejszej szkody dla środowiska. Jebane pajączki.

Wymagania

Siedziałem wczoraj a właściwie dzisiaj prawie do drugiej nad ranem przeglądając oferty pracy i odpowiadając na niektóre z nich. Zajęcie dość ciekawe zwłaszcza, że trafiają się czasem perełki, które potrafią człowieka rozbawić. Pierwsza oferta, która mnie rozbawiła mogłaby spokojnie startować w konkursie na najbardziej enigmatyczne ogłoszenie rekrutacyjne.
Programisty - cóż za słowo studnia mieszczące w sobie całą gamę umiejętności i wiedzy. Kimś innym jest programista mikrosterowników programowalnych (np. do pralki), kimś innym programista flasha, który tworzy mechanizmy na strony www a kimś innym programista unixowy który w c++ dłubie kawałki kodu, wszyscy trzej różnią się od programisty SQL, który swoimi poleceniami wydłubuje informacje z bazy danych. Owszem wszyscy podpadają pod termin programista i teoretycznie każdy z nich może spokojnie nauczyć się programować w czymś innym. Tylko po co tracić czas ? Przekładając to na bardziej zrozumiały dla szarego statystycznego Polaka przykład - goście szukają jakiegoś lekarza. Nie bardzo tylko sami wiedzą, czy ma to być okulista, pulmonolog, chirurg, bakteriolog, pediatra czy proktolog. Ale ma być lekarz :)
Druga rzecz do której chciałbym się czepnąć w dniu dzisiejszym, to dziwny zwyczaj widoczny poniżej.

Po jaką cholerę dokumenty po polsku i angielsku na raz. Znaczy się jak klient nie zrozumie CV po angielsku, to mu się da wersję polską, czy jak ? I dlaczego w formacie doc ? Przecież to jest format Microsoft Office a nawet dzieci z przedszkola wiedzą, że w miarę skomplikowany dokument każda wersja MS Office pokazuje inaczej i układ potrafi się znacznie rozjechać, więc jeśli coś ma wyglądać tak, jak zamierzał autor, to wysyła się PDF a nie doc.