Saturday, April 4, 2009

O zderzaniu się zamierzeń i realiów

Jakby się zastanowić, można zadać pytanie : jak myślisz ILE CZASU można myć JEDNO okno. Jedno okno dwuskrzydłowe, w sensie ma dwie połówki, lewą i prawą. Nie chodzi o mycie w sensie przetarcie. Chodzi o mycie w sensie doprowadzenie go do takiego stanu w którym na ramie okiennej nie ma zabrudzeń z silikonu, kleju, tynku, pianki montażowej, farby itp itd, zaś szyba jest idealnie czysta bez smug, kropek po farbie, cemencie, tynku, silikonie itp itd. Do tego trzeba się pozbyć folii ochronnych, którymi producent raczył dość szczelnie okleić ramę, a które pod wpływem pogody raczyły zmienić swoje własności fizyczne z ciągliwej taśmy klejącej na rozrywające się na drobne kawałki i trudno schodzące kawałki smoły. Efektywnie więc mycie okna zastępuje Ci wszelakiej maści urządzenia na siłowni, zapewniając Ci trening takich mięśni, że nawet byś nie podejrzewał, że takie masz. Czemu ? A temu, że albo wisisz pod belką stropową w jakiejś niebotycznej pozie i zdzierasz folię z górnej części ramy okiennej, albo właśnie zwisasz z okna głową w dół próbując doczyścić parapet. A tak parapet. O tym zapomniałem. Parapet też trzeba domyć. I zedrzeć z niego kawałki betonu, kleju, silikonu, pianki montażowej, tynku i tym podobnych substancji, które z taką lubością lubią się zatrzymywać na parapecie. Jest dla mnie totalnie niezrozumiałe jakim cudem tak się dzieje jako, że parapety były szczelnie oklejone foliami do prac wykończeniowych. Mimo to są uwalone jak dzieciak na błotnistym boisku, wracający do domu po rozegraniu meczu piłki nożnej. Wracając jednak do tematu mycia okien. Tak owszem, to okno od nowości było już myte ze dwa czy trzy razy, ale inaczej myje się okno gdy za oknem ziąb i śnieg i trzy godziny jako takiego światła w środku mroźnej zimy na umycie wszystkich szyb, bo o myciu całych okien nie może być mowy, skoro woda zamarza już po chwili, a inaczej się myje to samo okno, gdy ptaszyny świergolą radośnie tuż obok nas, cudownie świeci słonko i do tego jest na tyle ciepło, że myjemy w samej koszulce. Dwa dni temu sądziłem, że wszystkie okna załatwię w trzy no góra cztery godziny, jeszcze zostanie w cholerę czasu na to, by zająć się rzeczami do zrobienia dookoła domu. Dziś wiem, że się myliłem. Mija trzeci dzień, gdy walczę z tymi pieprzonymi foliami ochronnymi i myciem okien, i choć jakby podliczyć czas nad tym spędzony, to spokojnie byłoby z 8-9 godzin to i tak cieszę się. Praktycznie skończyłem 70% odrapywania z folii, umyłem już kilka okien, pchnąłem robotę do przodu i jest OK. Cieszy mnie to mimo, że się dość wymęczyłem nad tą robotą.
Kiedyś nie sądziłem, że będzie mi dane zajmować się myciem okien we własnym domu. Tak samo jak nie sądziłem, że standardem stanie się wysyłanie maili w HTML-u i odpisywanie NAD przedmówcą a nie POD przedmówcą. To nic że dzięki temu pierwszemu objętość maili zwiększyła się znacznie a zwykłe "Cześć stary co tam u Was ?" ma teraz 35 KB, bo tyle zajmuje definicja stylu HTML załączona do maila. To nic, że dzięki temu drugiemu listy zamiast czytać normalnie od góry do dołu, trzeba teraz czytać od dołu do góry. Pamiętam jak niejeden raz sam zwracałem uwagę osobom, że listy na listę dyskusyjną wysyła się w formacie plain-text a nie HTML i że odpisuje się POD a nie nad cytatem. Co z tego. Niestety nastąpiła zmiana, na którą nie mam wpływu. Mogę się tylko jakoś dopasować. Sam niedawno zresztą nieświadomie złamałem powyższą zasadę odpisując na maila z telefonu. Nie wziąłem tylko pod uwagę, że mailer w telefonie nie pokazuje, że tekst pisany przeze mnie wstawiany jest przed cytat do którego się ustosunkowuje. Nie było tego widać w podglądzie mojego maila i co więcej nie można tego ustawienia w żaden sposób zmienić. Tak wymyślił to producent. I już. Jedyne co się przez te chyba 10 czy 15 lat nie zmieniło : moja prywatna sygnaturka nadal nie przekracza przepisowych 4 linijek. I na tym koniec. O służbowej sygnaturce niewiele mogę powiedzieć, bo to bardziej byl elaborat. 90 linijek w dwóch językach o tym jakie firmy wchodzą w skład holdingu, jakie kapitały, sądy rejestrowe itp itd. Ale to już za mną :)
Wracając jednak do okien. Jak wspominałem, nie sądziłem, że będzie mi dane zajmować się myciem okien we własnym domu. Mycie okien nigdy mi się nie wydawało czymś fajnym, drażniło mnie swoją monotonią, było dla mnie nudne i traktowałem je jako karę i stratę czasu. Nagle polubiłem je. I to na długo zanim w ogóle zaczęliśmy budować dom. W tej chwili jest dla mnie rozrywką i oderwaniem od pracy umysłowej. Podobnie jak zmywanie naczyń. Tak mamy zmywarkę. Wiadomo, że jest dużo bardziej opłacalna niż ręczne mycie wszystkiego, bo zużywa mniej wody do umycia tej samej ilości garów, więc moje ręczne zmywanie jest de facto droższe niż jej automatyczne :) Ale i tak w większości wypadków to ja zmywam w domu. Reasumując te moje wywody o życiu. Gdyby mi ktoś kiedyś powiedział, że będę lubił sprzątać te swoje 200 m2 domu, zmywać garnki, myć okna, latać z taczką pełną piachu i taplać się w glinianej brei swojego podwórka pewnie zabiłbym go śmiechem. Realia jednak są takie jakie są. Robię to. Co więcej lubię to robić. Czemu ? Bo dojrzałem. Dojrzałem emocjonalnie jako facet do robienia rzeczy, które może nie mają wiele wspólnego z typowo męskimi czynnościami. Dojrzałem też do tego, by robić te rzeczy z przyjemnością i nie traktować ich jako ujmę na moim męskim honorze czy uciążliwości. Robię to i choć może tego nie okazuję wracając do domu, to sprawia mi to frajdę. Gdy już ciemno na dworze, i mrok uniemożliwia kontynuację prac, wracam do chaty, walę się na kanapę, przytulam Żonę i wiem, że jest fajnie. To jest to nasz dom i nasze życie. Tym co robię mogę trochę ulżyć mojej Żonie, zrobić coś dla nas obojga, dla naszej przyszłości, teraźniejszości, ot tak pchnąć kolejną rzecz naprzód. I to jest fajne. Fajne jest też to, że w którymś momencie swojego życia nauczyłem się czerpać frajdę z takich codziennych rzeczy. Ale po prostu musiałem do tego dorosnąć :)

I teraz tak zapytam : jak to jest u Was ? co sprawia Wam problem, czego się Wam nie chce robić, do czego się zmuszacie z takich codziennych rzeczy a co robicie chętnie i sami od siebie ?

2 comments:

Alter Mann said...

Nie lubię zmywać sztućców, odkurzać podłóg i prasować. Lubię zmywać duże rzeczy, prać i gotować. Jak trzeba to mogę zrobić porządki w łazience. Mycie okien nie jest konieczne póki można odróżnić pory roku. Przecież z nich nie jem!

maciek said...

Te Twoje "wywody o życiu" są jeszcze bardzo mizerne. Napisz coś jak pomieszkasz 8-10 lat :) Dom jest wieczną skarbonką. Ciągle trzeba coś w nim lub przy nim zrobić, naprawić, pomalować itd. itp. Nie mówię już o codziennych czynnościach, które przy pracującej drugiej połówce _trzeba_ rozkładać tak aby być w tym domu partnerem. Mycie okien czy podłóg, odkurzanie, zmywanie naczyń czy pranie nie są żadną ujmą (przynajmniej dla mnie) bo pomyśl tylko czy gdybyś mieszkał sam to nie wykonywałbyś dokładnie tych samych czynności? Mieszkając w bloku oczywistym jest, że miałbyś tego o wiele mniej ale z drugiej strony nie miałbyś tego spokoju i przestrzeni :)
Ja tez przechodziłem taką 'metamorfozę' ;)