Thursday, March 26, 2009

Rozdwojenie jaźni

Na swoim blogu Alter Manna narzeka on na niezgodność pomiędzy kalendarzem a wydarzeniami za oknem. Pozwolę sobie stwierdzić, że pół biedy kiedy jest tak, jak on to pokazuje. A co jeśli jest tak, że wstajesz, spoglądasz za okno i widzisz TONY śniegu, w niektórych miejscach nawet półmetrowe zaspy, wszystko co się da pokryte śniegiem i lodem. Co prawda wg termometru jest w okolicach zera, ale i tak ubierasz się ciepło, bo na dworze panuje wysoka wilgotność a zimny wiatr w połączeniu z wilgocią mrozi szybko każdy nieodsłonięty fragment ciała.

Wybierasz się do Warszawy. Oczywiście najlepiej pociągiem, bo można się zamyślić, zdrzemnąć, zaczytać, popatrzeć na mijane za oknem miejsca zamiast ciągle zachowywać czujność, kląć na palantów przed tobą i objeżdżać okolicę po raz trzeci szukając jak pacan miejsca do zaparkowania swojego bolida. Zajeżdżasz do Warszawy. Na Śródmieściu stoją z gazetami, więc specjalnie dreptasz jeszcze po gazetę. W końcu wychodzisz na powierzchnię ziemi i ....
WTF ?! Gdzie tu jest jakiś śnieg ? I dlaczego tu jest tak ciepło, że trzeba zdjąć polar ? Ze swoimi rękawiczkami, czapką i grubą kurtką wyglądasz mniej więcej tak jak Rosjanka w futrze na plaży w środku lata *. Można dostać rozdwojenia jaźni normalnie. Dwie tak odmiennie skrajne sytuacje pogodowe w obrębie 1 godziny graniczą wręcz z absurdem, to coś na co przynajmniej mój organizm reaguje z lekkim niedowierzaniem. Jedyne co łagodzi owo poczucie absurdu, to szara polska rzeczywistość, że to nic, że Warszawa jest stolicą 40 milionowego kraju należącego do Wspólnoty Europejskiej, a tym samym jego wizytówką, oglądaną przez odwiedzających Warszawę obcokrajowców, ale w ścisłym centrum miasta można bez problemu zobaczyć na przykład coś takiego

* - to nie żart, Wujek w czasie urlopu w Tunezji widział takie zjawisko, lasencja mimo skwaru miała jeszcze kapelusz, miniówę, pończochy i szpilki i paradowała tak po plaży i filmowała wszystko kamerą

1 comment:

Kasiek said...

Takie obrazki powstają właśnie kiedy stopnieje zaspa. Najpierw ludzie śniegiem przykrywają psie gówna, gaszą w nim papierosy i zostawiają śmiecie, a potem przychodzi wiosna...

A cha - i nie dziw się, że u Ciebie, za przeproszeniem, na wsi, śnieg po pachy, a w Warszawie go nie ma. Po prostu miasto jest zawsze cieplejsze.