Showing posts with label przemyślenia. Show all posts
Showing posts with label przemyślenia. Show all posts

Monday, April 11, 2011

Nie ma wybaczania w erze internetu.

Śmiem twierdzić, że nie ma wybaczania w erze komputerów. Dlaczego ? Uzasadnię to tak:
Normalny człowiek i zapomina i wybacza. Mężczyźni zazwyczaj szybciej robią obie te rzeczy. Kobiety ... myślę, że mogę na podstawie moich obserwacji i doświadczeń stwierdzić, że tylko kobieta jest w stanie 3 tygodnie po jakiejś sytuacji wyrecytować z pamięci co zostało powiedziane 4 tygodnie wcześniej albo przywołać jakąś wpadkę sprzed 3 czy 4 lat. Żaden normalny facet (poza pieprzonymi księgowymi) nie jest w stanie się tak zachowywać. Tak czy inaczej jednak, prędzej czy później kobieta również przestaje wracać do tego co było.
No to czemu w ogóle poruszam taki temat. Ano temu, że w ramach odstresowania wszedłem sobie na kilka stron typu joemonster, demotywatory i tym podobne i uświadomiłem sobie ile jest tam zdjęć z jakichś wpadek typu, że ktoś się schlał a "usłużni" koledzy permanentnym markerem wymalowali śpiącemu penisy na twarzy i zdjęcia całości wrzucili do internetu. I nie chodzi tu tylko o chlanie ale o całą masę innych wpadek. Zdjęcia "niuniek", wpisy na facebooku czy naszej klasie czy filmiki z imprez. Myślę sobie, że pół biedy, gdy ktoś mieszka w Nowym Jorku czy innym Paryżu , gdzie liczbę mieszkańców liczy się w milionach, gorzej gdy ktoś mieszka w kilku czy kilkunastotysięcznym mieście gdzie jest 3 podstawówki i 3 licea :) A zdjęcia i wypowiedzi z internetu nie znikają tak szybko jak z ludzkiej pamięci. Co więcej "popularne" zdjęcie czy filmik z jakiejś spektakularnej wpadki szybko zaczynają żyć własnym życiem i z jednego portalu ze śmiesznymi rzeczami trafiają do drugiego i nagle okazuje się, ze odwiedziły więcej krajów, niż uwieczniony na nich pechowiec. Co ciekawe to samo dotyczy facebooka i wrzucanych tam zdjęć i wypowiedzi. Za kilka/kilkanaście lat pewnie będziemy już zupełnie innymi ludźmi, którzy nie mają nic wspólnego z tym, jacy jesteśmy dzisiaj (mówię przynajmniej o tych, którym wzrastają standardy i którzy aktywnie poszukują i rozwijają się). Niestety nasze zdjęcia i nasze wypowiedzi nadal będą gdzieś wisieć w internecie i zostaną tam dla potomnych. I za te 10 lat każdy nowo poznany człowiek będzie sobie mógł do nich sięgnąć i odnaleźć choćby te właśnie wspomniane kompromitujące zdjęcia z imprezy zrobione przez usłużnych kolegów. O kobietach i tym jak je się postrzega przez kompromitujące zdjęcia, to chyba nie muszę mówić, bo rozumie się samo przez się. Tak więc - cokolwiek powiemy w internecie i cokolwiek tam wrzucimy, nigdy nie będzie nam zapomniane i zawsze będzie mogło zostać odkopane i nam wytknięte. A skoro tnie zostanie nam zapomniane to twierdzę, że nie zostanie wybaczone.
No chyba, że w międzyczasie nastąpi jakiś kompletny kataklizm i nagle internet zniknie, komputery znikną i wrócimy do zdjęć wywoływanych z kliszy i listów pisanych ręcznie. Coś mi jednak mówi, że tak się nie stanie. Skoro więc nie ma wybaczenia w erze internetu, to może zastanawiajmy się nad tym co tam wrzucamy ???
Co myślicie ?

Monday, November 29, 2010

Radykalna Szczerość na co dzień ?

Oglądając niedawno odcinek serialu Lie to me (po polsku zatytułowanego nie wiem dlaczego Magia Kłamstwa) uwagę moją zwróciła postać Lokera stosującego na co dzień filozofię radykalnej szczerości (ang. Radical Honesty). Ponieważ od jakiegoś czasu staram się z dużą uważnością stosować zasadę mówienia prawdy w oczy, to jednak nie stosuję jej w tak radykalny i bezlitosny sposób jak wspomniany Loker. Nie ukrywam jednak, że pomysł stosowania wspomnianej filozofii i walenia bez znieczulenia całej prawdy (nawet tej bolesnej) prosto w oczy, w stosowaniu na co dzień wzbudził moją ciekawość.
Szperając po internecie trafiłem na świetny artykuł poświęcony radykalnej szczerości zatytułowany I think you're fat a opublikowany na łamach magazynu Esquire. Jego autor A.J. Jacobs napisał we wstępie: This story is about something called Radical Honesty. It may change your life. (But honestly, we don't really care.) Mam nadzieję, że daje to przedsmak klimatów przedstawionych w artykule :)
Warto też zerknąć na drugi artykuł BRAD BLANTON'S RADICAL HONESTY opublikowany na łamach New York Post, choć może nie aż tak zabawny, to jednak również wciągający.
Zdaję sobie sprawę, że zarówno sama lektura jak i mówienie prawdy na co dzień nie jest dla wszystkich, z drugiej jednak strony osobiście się przekonałem jak bardzo mówienie prawdy uprościło mi życie na co dzień i jakie poczucie siły i jasności mi daje w normalnych kontaktach międzyludzkich na co dzień.
Zastanawiam się jakie byłyby efekty pójścia o krok dalej w mówieniu prawdy i zastosowania radykalnej szczerości na co dzień. Czy myślicie, że dałoby się ją stosować w naszych warunkach ?

Friday, March 19, 2010

Przymusowy abonament radiowo telewizyjny !!!

Mam poczucie, że niektórym, to chyba nadal się wydaje, że żyją w głębokiej komunie. Niby żyjemy w państwie demokratycznym, niby komuna upadła dawno temu, niby obowiązującym ustrojem jest demokratyczny kapitalizm a nasz własny Trybunał Konstytucyjny jak gdyby nigdy nic orzekł, że obecne przepisy dotyczące kontroli opłacania abonamentu rtv i jego egzekucji w przypadku zaległości nie naruszają konstytucji. Żeby było jasne: pomysł na abonament radiowo-telewizyjny powstał w głebokiej komunie, kiedy telewizor był dobrem luksusowym i władze pomyślały, że skoro kogoś stać na taki luksus, to niech płaci na utrzymanie telewizji, żeby miał co oglądać. Zgodnie z logiką abonament należy natychmiast zlikwidować ! Ale nie ! Jakby mało było tej szopki, jeśli ktoś odmówi wpuszczenia kontrolera, to na tym kontrola musi się skończyć. Sporządzamy jedynie notatkę i sprawozdanie dla KRRiT, ale fakt niewpuszczenia nie oznacza nierejestracji odbiornika. Czyli nawet jeśli nie wpuścimy pana kontrolera (zwykły listonosz), to on i tak może napisać notatkę, że mamy odbiornik i zgodnie z ustawą bulimy karę - w wysokiści trzydziestokrotności miesięcznego abonamentu. Rewelacja. Najweselsze w powyższym artykule jest to, że jeśli w ciągu dwóch tygodni od dostania decyzji z Poczty człowiek się nie odwoła do ministra !!!, tytuł egzekucyjny wędruje do skarbowego. Wiem, że minister to po łacinie sługa ludu, czy coś w ten deseń, ale mimo to jakoś nie umiem wyobrazić , że Pan Minister nie ma co robić w swoim ministerstwie, tylko rozpatrywać skargi od Kowalskiego, któremu naliczono niesprawiedliwie abonament.
Już tak bardziej na serio: nie ma znaczenia, że nie mam od 9 lat telewizora* i jedyne filmy jakie oglądam, są na nośnikach typu DVD i oglądane są na ekranie posiadanego przeze mnie komputera. Istotne jest to, że nie mam najmniejszej chęci i ochoty płacić za telewizję, która poza puszczaniem seriali tasiemców dla gospodyń domowych jest tubą propagandową aktualnej władzy i na trzeźwo po prostu nie da się jej ogladać. Nie dołożę ani złotówki do publicznej telewizji.

* - zastanawialiśmy się z Żoną, czy może jednak nie złamać się i jak się jakaś wolna kasa pojawi, nie sprezentować sobie telewizora. Jako dużego wyświetlacza do filmów DVD. Jakoś nadal nie jesteśmy przekonani, więc nadal go nie kupiliśmy. I choć jeszcze go nie mamy, to i tak oboje nie wyobrażamy sobie płacić jakąkolwiek kasę na publiczną telewizję z której nie korzystamy. I fakt posiadania czy nie posiadania przez nas telewizora nie ma tu najmniejszego znaczenia.

Tuesday, March 16, 2010

Młodzież nadal mieszka z rodzicami

Kiedy ptakom z wysiadywanych jaj wyklują się pisklęta, rodzice uczą je latać i zdobywać pożywienie. W którymś jednak momencie zachodzi naturalny proces oddzielenia się młodych od rodziców i młode zaczynają polować i gniazdować, że tak się wyrażę "na swój rachunek". Podobny proces zachodzi u młodzieży. Czy to wyjeżdżają na studia do innego miasta, w sposób naturalny wyzwalając się spod władzy rodziców, czy też rozpoczynają pracę i zaczynają mieszkać osobno. W Polsce ten trend w czasach komunistycznych praktycznie nie istniał, ze względu na kłopoty mieszkaniowe - na własne "M" czekało się często po kilkanaście lat, często w jednym mieszkaniu żyły dwa a czasem nawet trzy pokolenia, często nawet pary po rozwodach zmuszone były nadal mieszkać razem. W krajach kapitalistycznych, w których taki problem mieszkaniowy nie występował, młodzież od najmłodszych lat uczona była "dorabiać" sobie przed/po szkole, czy to roznoszeniem gazet, czy pracą w lokalnym barze, czy choćby pracą na recepcji. I szybko wyprowadzać się od rodziców na własne, często wynajmowane do spółki z przyjaciółmi mieszkanie. Wraz z nastaniem kapitalizmu w Polsce ten trend zaczął się również pojawiać i u nas. Niestety, w którymś momencie kryzys gospodarczy spowodował bardzo duże trudności ze znalezieniem pracy, co w sposób naturalny spowodowało tendencję odwrotną, to jest rezygnację z usamodzielniania się i dalszą egzystencję w domu rodziców. Zjawisko to jest już tak częste, że w Wielkiej Brytanii dorobiło się nawet własnej nazwy - boomerang kids, lub jak wspomniano w artykule z Wyborczej - yuckies (Young Unwitting Costly Kid). Głównym argumentem powrotu do domów rodziców oczywiście było : tak jest taniej. I trudno temu argumentowi odmówić racji, jeśli średnia miesięczna pensja młodego człowieka w Polsce wynosi powiedzmy 1400-1700 PLN, to po zapłaceniu powiedzmy 700 stówek za pokój w mieszkaniu studenckim, ledwo zostaje mu 1000 PLN na jedzenie/zbytki/książki/ksero itp. Jeśli natomiast pozostanie w domu rodzinnym, to nawet jeśli dorzuci rodzicom 300-400 PLN miesięcznie do czynszu, to i tak odpada mu koszt jedzenia, czyli na dobrą sprawę zostaje mu w kieszeni całe 1300 PLN a za takie pieniądze coś już można ciekawego sobie kupić. Niemożność znalezienia jakiejkolwiek lepszej pracy sprawia, że człowiek zaczyna się oswajać z wizją dożywotniego mieszkania z rodzicami i życia na ich garnuszku. I jestem w stanie to zrozumieć, bo brak perspektyw to coś bardzo niszczącego. Gorzej to wygląda z perspektywy rodziców, zwłaszcza, że nasz system emerytalny już się dławi. Teoretycznie każdy rodzic jest szczęśliwy mogąc pomóc swojemu dziecku, ale są jakieś granice. Wspomniana sytuacja oznacza tak naprawdę utrzymywanie kolejnej dorosłej osoby i mimo najlepszych chęci i woli jest jakimś obciążeniem dla domowego budżetu a na zachodzie często wiążąca się z wyciąganiem kasy z na utrzymanie takiego dzieciaka z własnego funduszu emerytalnego. Fajny artykuł na ten temat opublikował Daily Telegraph --> Today's young adults can't afford to let go i polecam nie tylko przeczytanie samego artykułu, ale i przebrnięcie przez komentarze pod nim. Wbrew pozorom sprawa dotyczy nie tylko wielkiej Brytanii ale i w coraz większym stopniu Polski, ponieważ te same trendy pojawiają się i u nas. Patrząc na obecną młodzież zaczynam się zastanawiać nad swoimi początkami pracy i pójściem "na własny rachunek". Nie mówię, że było mi łatwo, bo nie było. Moje pierwsze prace, to były posady w państwowych firmach za takie grosze, że po opłaceniu rachunku za telefon i kupnie biletu miesięcznego ledwo starczało na jedzenie, więc tak naprawdę byłem w tej samej sytuacji co opisana tu młodzież. Nie zarabiałem wystarczająco dużo by móc "wyfrunąć z gniazda". W końcu po jakimś czasie wkurzony tym co dzieje i zmęczony dalszym bezowocnym szukaniem lepszej pracy zdecydowałem się poszukać jej daleko od domu. I znalazłem ją, choć wiązało się to z przeprowadzką do innego miasta. Miałem jednak poczucie, że inaczej nie uda mi się zrealizować moich marzeń i muszę zostawić rodzinę, kumpli, i znajome otoczenie właśnie w poszukiwaniu mojego własnego miejsca na ziemi. Fakt, na wyjazd pożyczyłem trochę kasy, która mi była potrzebna na start, żeby przeżyć pierwszy miesiąc i zapłacić za stancję. Później jednak żyłem już wyłącznie z własnej kasy. Nie mówię, że dziś tak się nie da, bo się da. Miałem dużo szczęścia, że znalazłem dobrą pracę, w której nie tylko dużo się uczyłem ale i która pozwalała mi być całkowicie niezależnym od rodziców. I jakoś to poszło*. Wracając jednak do poruszonej kwestii, to co ma motywować obecną młodzież do wyfrunięcia z domu ... nie wiem. Ja patrząc na ich szanse i stan gospodarki i codzienną egzystencję zwyczajnie nie dostrzegam powodów, które mogłyby ich motywować. Ale może czegoś nie dostrzegam ? Co na ten temat myślicie ?



fot. by zazzle.com

* - tak na marginesie: nasunęła mi się pewna obserwacja, związana z edukacją szkolną na poziomie średnim, tj. dawne liceum/technikum. Ukończyłem szkołę z głową pełną wiedzy i mądrości, ale NIKT nie nauczył mnie podstaw zarządzania zarabianą gotówką. Mimo, że miałem maturę to finansowo byłem głąbem. Potrafiłem spawać, odlewać, toczyć, wiercić, znałem rachunek różniczkowy, liczby zespolone, a nie potrafiłem wyliczyć sobie realnego kosztu debetu w karcie kredytowej. Tak więc cała wiedzę ekonomiczną zdobyłem na własnej dupie, co było bardzo bolesne i kosztowne. Być może ministerstwo edukacji wzorem innych krajów wprowadzi w końcu do programów nauczania także przedmiot poświęcony zarządzaniu posiadanymi zasobami gotówkowymi i ogólnie pojętemu "rządzeniu się" nimi. Uważam, że byłaby to cenna inicjatywa. A Wy ?

Wednesday, February 24, 2010

Co jeszcze można sobie kupić ?

Rozpętała się wśród znajomych z pracy dyskusja pod tytułem, co byś sobie kupił, wygrywając 4 miliony złotych w lotto. Jako zwolennik zasady świadomego i minimalistycznego życia stwierdziłem, że powyżej pewnej kwoty już nie masz sobie co kupić, bo osiągasz stan nasycenia swoich potrzeb i zmuszony byłbyś kreować na siłę nowe. Nie przekonałem ich. Żeby było jasne. Nie biorę tu pod uwagę prezentów jakie mogę kupić Żonie, dzieciom, rodzinie, ani rzeczy do domu, typu meble itp, bo to są jakby rzeczy albo "wspólne" z małżonką albo "rodzinne" nie zaś kupowane "sobie" i jest dla mnie oczywiste, że rozpieszczając Żonę/dzieci prezentami jesteś w stanie wydać dowolną kwotę pieniędzy. Podobnie jak na wspólne podróżowanie po świecie. Ale nadal uwazam, że nie da się wydać dowolnej kwoty na swoje własne potrzeby. Może przekonam Was, że mam rację. Załóżmy więc na potrzeby tego wpisu, że wygrałem 4 miliony złotych i realizuję swoje potrzeby/pomysły/zachcianki.
Kupuję sobie
  • jakąś fajniejszą używaną gablotę - np. Skodę Octavię RS/Forda Focusa RS/Subary Legacy - jakies 50 tys. PLN,
  • lubię robić zdjęcia, więc kupuję sobie najlepszy obecnie aparat na rynku - Canona 1Ds markIV = 40 tyś. PLN,
  • no i kilka dobrych szkieł do tego - drugie 40 tyś. PLN,
  • sympatycznego maczka do pracy nad tymi zdjęciami - 13 tyś. PLN,
  • do tego wyczesany 30 calowy monitorek Apple - 8 tyś. PLN,
  • i 4 x 2TB Caviar Black żeby było na czym trzymać te 3 tony zdjęć - czyli kolejne 5 tyś. PLN,
  • chodzi mi też po głowie jeden fajny zegarek, który pewnie kiedyś bardzo chciałbym mieć, ale którego już nie produkują i tylko czasem pojawia się używany na allegro w cenie ok. 1500-2000 PLN,
  • no i jest jedna fajna kanapa w IKEI, którą chętnie widziałbym w swoim pokoju - jakieś 1200-1300 PLN

i dooopa, bo nie mam więcej pomysłów do zrealizowania w kategorii kupuję sobie. W sumie wydałbym wirtualnie jakieś 170 tyś PLN i zaspokoiłbym wszystkie potrzeby/plany/zachcianki materialne jakie mam na chwilę obecną. Jak nie zacznę wymyślać cudów - nie mam szans wydać więcej kasy. Po prostu nie mam pomysłu co jeszcze miałbym sobie kupić. Uważam, że kobiety mają pod tym względem dużo łatwiej. Bez ryzyka utraty zdrowia moga mieć 300 par butów czy 200 spódniczek i są w stanie spokojnie kupować sobie następne i nadal rozglądać się za czymś nowym. Ja mając 20 par butów musiałbym albo wyrzucić część albo do kosza, albo do pojemników dla PCK, bo przynajmniej połowa leżałaby nieużywana. No bo co jeszcze można sobie kupić ???

Friday, December 18, 2009

Internauci mogą spać spokojnie ?

Jeśli dobrze rozumiem to co napisała Gazeta Prawna, to wychodzi na to, że jednak większość kontrowersyjnych zapisów w projekcie ustawy o grach nie przeszła, ponieważ "Ponieważ zawarte w nim przepisy dotyczą kwestii technicznych i informatycznych, musi być on notyfikowany w UE. Z tego powodu regulacje te zostały wyłączone z uchwalonej niedawno ustawy o grach hazardowych." Co ciekawe jak stwierdził wiceminister finansów Jacek Kapica nadal pozostawiono zapisy zgodnie z którymi "operatorzy telekomunikacyjni będą musieli w ciągu sześciu godzin zablokować stronę, która trafi do Rejestru", co na mój chłopski rozum pozwoli np. rządowi stosować cenzurę prewencyjną w stosunku "niewygodnych" źródeł informacji (na przykład ujawniających nadużycia i afery w rządzie) a nie tylko stron zawierających pornografię dziecięcą czy kasyn internetowych. Uważacie, że szukam dziury w całym i dorabiam teorię ? No nie wiem. Ten sam wiceminister (Kapica) stwierdził przecież, że w momencie gdy strona zostanie zablokowana, odpowiednia służba będzie mogła zwrócić się do operatorów o uzyskanie danych osób, które na tę stronę wchodziły, zamieszczały tam jakieś treści, bądź nielegalnie grały". I co ? Nadal dorabiam teorię ? Chciałbym się mylić, ale myślę, że już wkrótce w ramach mydlenia oczu gawiedzi trafią do prasy informacje o tym, jak to dzięki wspaniałemu nowemu prawu wspomniane służby śledzą, kto odwiedza i wrzuca informacje m.in. na redwatch itp. A po cichu na boku na indeks stron zakazanych bardzo szybko trafią strony ujawniające afery we władzy, i w ramach świeżo przyznanych uprawnień odpowiednie służby będą podejmować szerokie działania mające na celu ujawnienia źródeł przecieku o tych aferach, w tym m.in. śledzić niezależnych dziennikarzy, monitorować maile trafiające do różnych redakcji itp itd. W sumie jak o tym myślę, to dochodzę do przekonania, że na pewno tak będzie i spokojnie mogę postawić na to dużego browara. Ktoś chętny się założyć ?

Tuesday, November 17, 2009

Nie rozumiem Facebooka

Podobno informatyk, to ktoś, kto między innymi z zasady orientuje się w trendach. Jednym z takich trendów jest rosnąca popularnośc serwisu Facebook w Polsce. Od dawna polecano mi ten serwis jako coś podobnego do naszej klasy ale dużo dużo lepszy. Ok. Widać trza się będzie zapoznać a nóż widelec można go jakoś wykorzystać biznesowo. Tak więc, założyłem konto i .... dupa. Klapa na całego. Zero radochy z serwisu, zero wciągnięcia ... jakoś tak drętwo, że nazwę to jednym słowem. Nie wiem, czy to ja nie rozumiem tego interface'u, czy może już tak się zestarzałem, że zupełnie nie bawi mnie śledzenie czy ktoś właśnie poszedł do kibla, czy właśnie karmi rybki. A może po prostu wolę inną rozrywkę ? W sumie na naszą klasę też już praktycznie nie zaglądam ... nawet hasła do swojego konta nie pamiętam, bo kiedyś raz wklepałem do firefoxa i teraz robi o za mnie :)

Tuesday, October 13, 2009

Tak dużo się zmieniło

"Tak dużo się zmieniło, tak łatwo zapomniało...
Tak trudno dziś wytrzeźwieć z niemocy i marazmu
Słowiki głuchonieme, Wartburgi zardzewiałe
I żon się już nie szuka, bo same się znalazły.

A może to normalne, że się inaczej marzy.
Inaczej się przeżywa i pije się po pół.
I żeby to zrozumieć, potrzeba się zestarzeć…
Lub rzucić się ze schodów – najlepiej głowa w dół."

by Kowalski - "Marian"

Wednesday, October 7, 2009

Октябрь

Jakoś tak znienacka zaczął się Октябрь. Bardzo lubię ten miesiąc. W tym roku jesień już nie udaje, że przyszła. Obwieściła swoje przybycie serią wichur, opadów i huraganowych wiatrów. Większość drzew albo już straciła albo powoli je traci. Wieczorem opada mgła, jest silny wiatr, wyjście po drewno do kominka trzeba zacząć od nałożenia jakiegoś polaru, bo w samej koszulce z domu wyjść się nie da. Od jakiegoś czasu zabieram się za umycie okien na parterze mojego domu, jednak padający regularnie deszcz stawia sensowność tego zadania pod znakiem zapytania. Do tego jak ostatnio umyłem okna na piętrze, to padało kilka dni z rzędu. Nie dość, że pogoda była denna, to już praktycznie śladu po mojej robocie nie ma. Taka bezsensowna walka. A propos walki. O tym, że mamy już jesień pełną gębą, niech świadczy również to, że codziennie rano trzeba toczę walkę z samym sobą o wyjście spod cieplutkiej kołdry. Jak już ją wygram, jest druga walka o wyjście spod prysznica. Tak, kąpiel ma swoje zalety, ale kiedy człowiek rano roztrzęsiony wygrzebie się spod kołdry, to strużki gorącej wody spływającej po karku potrafią sprawić cuda, bo 1) dodają energii i sprawiają, że powoli budzi się do życia i ma chęć coś robić 2) sprawiają, że nie jest mu już zimno :) I pomyśleć, że już o 18.00 jest szaro a niedługo już o 16.00 będzie całkiem ciemno. I o tej samej porze co kiedyś aparat trzeba ustawiać na wyższe ISO, żeby zrobić zdjęcie, bo jest już ciemniej. Jesień. Czas na zamyślenie i parasole. Czas ciągłych deszczy i opadłych liści. Tylko gdzie jest ta "Polska Złota Jesień" ? Bo nie zauważyłem kiedy odeszła ...

Wednesday, July 29, 2009

Nowy katalog IKEA 2010

W USA jakoś i przestrzenie większe i wszystko mają wcześniej i taniej niż w Europie. Tak więc na polskiej stronie IKEI jest katalog na rok 2009, natomiast na stronie amerykańskiej katalog IKEA na rok 2010. I jak tak patrzę, to nie mogę się oprzeć wrażeniu, że nie dość że mają wszystko 22% tańsze, bo nie ma VAT-u to i tak ceny są sporo niższe niż nasze i przy tym kursie dolara jaki jest teraz i przy ichnich zarobkach. I tylko ciekaw jestem jak długo mieszkańcy Europy będą płacić dokładnie tą samą cenę co w USA, tylko że w euro zamiast w dolarach (co +/- daje jakieś 1,5 krotność ceny z USA). A i tak wszystko jest wyprodukowane w Polsce. I jakoś potrafi kosztować taniej jak jest wysyłane do USA.

Edit: Zysk z dostępności tego katalogu w internecie jest również taki, że jak już się człowiek przekona, że nie ma tam czegoś takiego jakby chciał kupić, to może wziąć narzędzia i samemu zrobić regał na książki według własnego projektu :)

Sunday, July 19, 2009

Dramat i kabaret

Jak to możliwe, że jednocześnie jest dramat i kabaret ? Ano prosto. To polscy politycy. Wystarczy ich posłuchać. I tylko nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać. Bo współczuć powinniśmy sami sobie.

Wielki Brat czuwa, czyli chore rozumienie praw autorskich

Wydarzenie teoretycznie błahe --> Amazon Erases Orwell Books From Kindle Jeśli się jednak nad tym zastanowić, jak daleko leży granica na której kończy się wolność jednostki a zaczyna bezwzględne egzekwowanie praw autorskich ? Jak daleko mogą posuwać się międzynarodowe koncerny w imię swoiście pojętych interesów swoich czy firm powiązanych ? USA leżą daleko ? U nas tak nie ma ? No to proszę. Dwa produkty firmy Apple. iPod i iPhone. Wgraj sobie dowolną aplikację nie zakupioną w sklepie iTunes należącym do Apple. Nie da się bez złamania zabezpieczeń. Wgraj sobie swój własny film, z legalnie zakupionej płyty DVD. Sorry. Nie takie to proste. Trzeba wykonać parę kroków, w tym skonwertować sobie film do odpowiedniego formatu. Co z tego, że zapłaciłeś kupę kasy za urządzenie i że legalnie jest twoje. Nie wszystko wolno Ci z nim robić. Producent wyznacza Ci granice używania TWOJEGO urządzenia. Co z tego, że mam w domu Trylogię Sienkiewicza. Chciałbym je sobie poczytać w kiblu/pociągu/samolocie ? Nie da rady. Raz, że musiałbym kupić po raz drugi te same książki w wersji elektronicznej. Dwa, że nikt ich nie sprzedaje. Trzy, że musiałbym użyć jakiegoś czytnika do książek. Cztery - czytnik akceptuje książki tylko kupione w oficjalnym sklepie producenta. Pięć - mogę zOCRować sobie te książki. Ale do czego je wgrać ? Chore. Chore. I jeszcze raz chore. I dlatego nie kupię iphone'a. Bo nie widzę sensu wydawania pieniędzy na coś, czego nawet nie mogę używać zgodnie z moją wolną.

Saturday, July 4, 2009

Dlaczego ludzie czytają Pudelka ?

Myślę, że chyba już wiem, czemu ludzie czytają Pudelka. Teoria ta jest rozwinięciem a właściwie przeciwieństwem poniższej teorii o M jak miłość. Chodzi o to, że Pudelek przedstawia głównie wpadki z życia gwiazd. Taka gwiazda ma z reguły wszystko: kasę, karierę, dobre samochody, jest znana itp itd. Czyli ma z reguły wszystko to, czego nie mają osoby czytające Pudelka. I jak taki pudelek napisze o tym, że Doda to, a Górniak tamto, to zwykła Kowalska w trakcie lektury Pudelka może nie poczuje, że ma lepiej w życiu niż taka gwiazda, ale ma odczucie, że ta super gwiazda tak naprawdę w niczym nie jest lepsza od niej, bo jest zwykłym człowiekiem, bo się upodliła tak czy inaczej, albo dotknęło ją jakieś nieszczęście, albo nie daje sobie rady z życiem itp. I I tak naprawdę chodzi o sprowadzenie tzw. gwiazd z piedestału, dzięki czemu przeciętna Kowalska poczuje się choć przez moment lepsza od takiej gwiazdy.

M jak miłość, czyli dlaczego ludzie lubią polskie seriale

Chyba już wiem dlaczego ludzie oglądają polskie seriale. I jak się zastanowić, to chyba moja teoria jest słuszna. Ludziom marzy się spokojne idealne życie pozbawione problemów. I jak alkoholicy uzależnieni od wódki, oglądają M jak miłość, bo przedstawiona tam wizja życia tak idealnego że największym przekleństwem jest "psia mać", jest dla nich pokusą nie do odparcia. To nic, że ta wizja nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Ale w tych niespokojnych czasach jakie nastały, ta serialowa iluzja pozwala im na chwilę stać jednym z bohaterów tego serialu. I stąd taka popularność tego serialu.

Saturday, May 2, 2009

Pozorna sprzeczność śmierci i narodzin

Być moje moje spostrzeżenie nie jest zbyt odkrywcze, ale czy zauważyliście, że kiedy jakieś dziecko urodzi się na pokładzie linii lotniczych, to zazwyczaj te linie fundują mu dożywotnio darmowy bilet na wszystkie połączenia lotnicze tej linii, kiedy natomiast człowiek umiera na atak serca w samolocie, autobusie czy tramwaju to nikt mu nie sponsoruje pogrzebu ???

Tuesday, April 28, 2009

Prawa autorskie

Jakoś tak wyszło, że kolega P. zaczął roztrząsać problem praw autorskich i zacząłem się zastanawiać - czy on na pewno ma rację ?
Być może to właśnie koncerny medialne i RIAA mają rację chcąc zakazać tworzenia narzędzi do kopiowania DVD. Dzięki temu zastraszona większość będzie kupować legalnie po cenach dyktowanych przez producentów. Konkurencji przecież nie będzie, to po co mam obniżać ceny i zachęcać do kupna rabatami, jeśli klient jest zmuszony kupić u mnie, prawda ? Pieprzyć ustawowe prawo do zrobienia sobie kopii po siadanego legalnie nośnika. Porysowało Ci dziecko płytę z filmem. Idź i wydaj jeszcze raz 70 PLN i kup nowy egzemplarz a nie rób sobie kopii zapasowej, bo producenci uważają, że nie masz do tego prawa. Upadła Ci płyta i się złamała ? Kup sobie nową. Przecież wg producentów zrobienie sobie kopii posiadanej płyty jest nielegalne. Poza tym by sobie zrobić kopię potrzebujesz nielegalnego softu, więc od razu stajesz się kryminalistą. Łapówki potrzebne do uchwalenia takiego prawa zapewne zwrócą się producentom w ciągu pierwszego roku. Do tego proponuję obowiązkowy abonament RTV najlepiej ściągany bezpośrednio z ZUS-em i najlepiej od każdej ubezpieczonej w ZUS osoby, łącznie z dziećmi i emerytami tak, żeby rodziny np. 4-10 osobowe nie oglądały TV płacąc od 1 telewizora tej samej opłaty co rodzina 2 osobowa. Kontrolerom nadać uprawnienia policyjne, wprowadzić ustawowy obowiązek na sklepy informowania urzędów skarbowych o zakupie telewizora jako dobra luksusowego, to samo niech dotyczy obiegu wtórnego telewizorami używanymi. Rejestr posiadaczy telewizorów będzie podobny do rejestru samochodów. Zarejestrowanie odbiornika, wyrejestrowanie odbiornika. I jeszcze dowalić wszystkim podatek od radioodbiornika. Każdy ma radio, jak nie w domu, to w samochodzie, a jak nie w samochodzie to w odtwarzaczu mp3 albo słucha radia przez internet. A jak nie ma, to jak zapłaci podatek, to sobie kupi. I już. A George'a Orwella zakazać na terenie USA i Unii Europejskiej a jego Rok 1984 wpisać na indeks dzieł zakazanych. Potem pozostanie już tylko zdelegalizować cały Open Source, wszystkie Linuxy, Open Office'y i tym podobne. Jak śmiesz nie kupić MS Windows i MS Office ??? Za karę przymusowa instalacja na wszystkich komputerach w domu. Komputery o innej architekturze podlegają konfiskacie. Żegnajcie wszystkie serwery na procesorach PowerPC itp.


A tak na serio. Czasy się zmieniły. Koncerny wydają się tego nie dostrzegać. Mamy Linuxy, mamy Open Office, mamy czasy mp3 i filmów w divx. To co sensownego powinny zrobić koncerny to wprowadzić możliwość oglądania filmu w dniu jego premiery w internecie za powiedzmy 5 PLN, no góra 10 PLN i powiedzmy po ok. trzech miesiącach za darmo ale z reklamami, tak jak w normalnej TV. Chcecie mieć legalne Windowsy ? Ok, ale niech wersja domowa Windows XP + MS Office kosztuje 100 PLN + VAT. Nie da się ? To szkoda ,że w Chinach się dało ustalić cenę Windowsa na równowartość 35$.

Wednesday, April 22, 2009

Oracle kupiło Sun, czyżby koniec MySQL ?

Jak już pewnie wiecie Oracle kupiło Sun Wiadomość, jak grom z jasnego nieba, bo Oracle, to chyba najbardziej znany producent baz danych na świecie, zaś Sun to chyba najbardziej znany producent serwerów do tych baz :) dzięki czemu jako jedna firma, zaczną stanowić potężną przeciwwagę dla firmy IBM i jej systemów baz danych DB2. Jest tylko jedno małe ale o którym do tej pory nikt się słowem nie zająknął. Sun jest właścicielem projektu MySQL, czyli open source'owej bazy danych na linuxa. Oracle kupując Suna, kupiło również MySQL. I teraz pytanie jaki będą mieli biznes w trzymaniu konkurencyjnego produktu. Czy nie będzie im się bardziej opłacać zamknięcie projektu z dnia na dzień i pozbycie się jednym ruchem głównego konkurenta na rynku baz danych dla linuxa ?

Friday, April 10, 2009

Po czym poznać, że idą święta

Poczyniłem dzisiaj bardzo ciekawą obserwację. Wiecie po czym poznać, że idą świętą ? Stoisz z boku w sklepie i widzisz, że WSZYSTKIE kobiety stojące w kolejce do lady, mają w ręku kartki z listami zakupów.

Thursday, February 19, 2009

Śpieszmy się

Ktoś kiedyś gdzieś sparafrazował powiedzenie Jana Pawła II mówiąc: Śpieszmy się kochać pracowników, tak szybko odchodzą. Dzisiaj przytoczył się do roboty kumpel, któremu firma niedawno podziękowała za współpracę i poczęstował mnie kilkoma historyjkami z ostatnich wydarzeń o których nie miałem zielonego pojęcia. Jak zwykle okazało się, że więcej na temat tego co się dzieje w firmie ma osoba, która do niej już nie przychodzi każdego dnia :) Między innymi opowiedział mi w jaki sposób zwolniono pewną dość niewielką aczkolwiek specyficzną grupę pracowników.
Około 13.00 zaproszono ich znienacka na rozmowę, w trakcie której wręczono im wypowiedzenia, do tego orzeczenie firmy o zgodzie na brak świadczenia pracy w okresie wypowiedzenia i .... ponoć goście dostali zakaz zbliżania się do komputera, kazano im się spakować i wyjść z firmy. Nawet gdyby chcieli się zbliżyć do komputera też by to niewiele dało, bo w momencie gdy zaproszono ich na rozmowę ktoś poszedł do adminów i zablokowali im natychmiast wszystkie konta, dostępy do dysków sieciowych, odebrano możliwość logowania się itp itd, W efekcie tego nie mogli wysłać tradycyjnego już (tak się jakoś w firmie przyjęło) maila na do wiedzenia z podziękowaniem do ludzi z którymi pracowali. Jestem w stanie zrozumieć tryb zwalniania, bo ludzie na dość wysokich stołkach ale tak sobie myślę, że jednak tego jednego maila z pożegnaniem, to jednak mogli im darować.
Chyba, że już takie czasy, że i żegnać się nie wolno, żeby nie dołować tych co zostali ???

Monday, February 16, 2009

Życie to ciągła walka, zwłaszcza walka poranna

Jest takie powiedzenie, że życie to ciągła walka, do obiadu z uczuciem głodu a po obiedzie z sennością. Na podstawie dzisiejszego i wielu innych wcześniejszych poranków myślę, że powiedzenie to jest niepełne i nie oddaje wielu istotnych aspektów naszego życia i chyba wypadałoby nieco to powiedzenie rozbudować. Najpierw o część mówiącą o tym jaką walką należy stoczyć samemu ze sobą by wstać rano z łóżka, zwłaszcza gdy dookoła szaro, smutno i zimno, a pod kołderką nie dość, że ciepło i przyjemnie, to jeszcze do człowieka tuli się jego własna Żona. Potem jeszcze rozbudowałbym je o część mówiącą o tym, jaką walkę z własnym ciałem i rozumem należy stoczyć by stojąc pod strugami cudownie gorącej wody, świadomie sięgnąć ręką i wyłączyć kran i zakończyć prysznic, podczas gdy każda komórka twego ciała krzyczy z radości : jak mi tu dobrze w tym ciepełku, nie ruszam się nigdzie z wanny. Dopiero jak już człowiek się wytrze i wskoczy w szlafrok przemyka szybko do kuchni nastawić sobie poranną kawę a potem siada z parującym kubkiem aromatycznej kawy, otwiera basha i joemonstera i zaczyna poranną lekturę "wiadomości" :) i radosne sączenie napoju bogów i jego organizm powoli zaczyna nastawiać się na wyjście z domu :) Jak więc widzicie moja wersja brzmi tak:
życie to ciągła walka, rano ze wstaniem z łóżka, potem z wyjściem spod gorącego prysznica, do obiadu z uczuciem głodu a po obiedzie z sennością
I jak to jest u Was ? Zgadzacie się z tym co napisałem czy wręcz przeciwnie ? Toczycie rano tą samą walkę co ja, czy walczycie z zupełnie innymi rzeczami ?