Thursday, September 11, 2008

Luziowy miniak


Są pewne rzeczy, których robić się po prostu nie godzi. Po prostu pewne rzeczy są niedopuszczalne z gruntu. Nie wiem jaką lalką Barbie trzeba być, ale pomalować takie dzieło sztuki jak Mini na luziowo .. ale to już kurna wyczyn na poziomie Dody. Na trzeżwo po prostu nie do przyjęcia. Powinni tego zakazać. Więcej zdjęć tego świętokradztwa tutaj

MAMMA MIA ! (here I go again)

Zdarzy ło nam się zawędrować z Żoną i znajomymi do kina na film a właściwie musical "Mamma Mia". O czym jest ten film, można przeczytać choćby na Filmwebie, natomiast nie mogę przejść obojętnie wobec obsady i wykonanych przez głównych bohaterów piosenek. Meryl Streep - ku mojemu największemu zaskoczeniu i mimo swojego wieku okazuje się mieć nie tylko świetny głos ale i genialnie wykonywać piosenki Abby. Pierce Brosnan - jeden z fajniejszych agentów 007 jej królewskiej mości, w wersji śpiewającej okazuje się przełamywać utrwalony u widzów swój wizerunek jako 007 - i choć wiem, że film był o czymś innym osobiście czekałem, czy producencie nie pójdą dalej i Pierce nie wyciągnie jakiejś spluwy z tłumikiem, albo nie sparodiuje jakoś Bonda. Colin Firth jako ustatkowany hippis wypadł moim zdaniem trochę blado - pół biedy kiedy sie odzywał, ale piosenki w jego wykonaniu zupełnie mnie nie przekonywały, zaś gejowska końcówka tylko utwierdziła w przekonaniu, że tak naprawdę producenci nie do końca mieli pomysł na sensowne spożytkowanie jego obecności na ekranie. Świetnie sprawdził się natomiast Stellan Skarsgard jako obieżyświat i podróżnik oraz młodziutka Amanda Seyfried jako córka Maryl Streep. Generalnie film bardzo polecam na małżeńskie wyjście do kina, i uwaga: nie sugerować się napisami końcowymi, tylko czekać do faktycznego końca filmu - a wierzcie mi, końcówka jest absolutnie priceless :)

Popłakałem się

Popłakałem się ze śmiechu. Zastanawialiście się kiedys, co usłyszeliby wielcy fotografowie, gdyby opublikowali swoje prace w internecie ? Na pytanie to odpowiedział już Michel Johnston w swoim blogu Online Photographer. Polskie tłumaczenie na blogu Autofocus.blox.pl. Przed czytaniem zdecydowanie odstawić kawę/herbatę/colę od monitora.

Wednesday, September 10, 2008

Warsztaty dla mężczyzn

ZAPROSZENIE NA WARSZTATY DLA MĘŻCZYZN - autor nieznany
Kurs jest dwudniowy i obejmuje następujące zagadnienia:

DZIEŃ PIERWSZY
1. JAK WYKONAĆ KOSTKI LODU?
Instrukcja krok po kroku wraz z prezentacja.
2. PAPIER TOALETOWY - CZY WYRASTA NA UCHWYTACH?
Dyskusja.
3. RÓŻNICE POMIĘDZY KOSZEM NA PRANIE A PODŁOGĄ.
Ćwiczenia praktyczne z pomocą zdjęć i wykresów.
4. NACZYNIA I SZTUCCE: CZY LEWITUJA, SAMODZIELNIE KIERUJAC SIE DO ZMYWARKI ALBO ZLEWU?
Debata panelowa z udzialem ekspertów.
5. PILOT DO TELEWIZORA - UTRATA PILOTA
Linia pomocy i grupy wsparcia.
6. NAUKA ODNAJDYWANIA RZECZY
Otwarte forum tematyczne - Strategia szukania we wlasciwych miejscach a
przewracanie domu do góry nogami w takt rytmicznego pokrzykiwania.
7. ZAPAMIETYWANIE WAZNYCH DAT I POWIADAMIANIE W WYPADKU SPÓZNIENIA
Pamietaj o zabraniu wlasnego kalendarza lub telefonu komórkowego.

DZIEN DRUGI
1. PUSTE KARTONY I BUTELKI - LODÓWKA CZY KOSZ?
Dyskusja w grupach i ćwiczenia praktyczne.
2. ZDROWIE - PRZYNOSZENIE JEJ KWIATÓW NIE JEST GROZNE DLA ZDROWIA.
Prezentacja PowerPoint.
3. PRAWDZIWI MEŻCZYŹNI PYTAJA O KIERUNEK, KIEDY SIĘ ZGUBIĄ.
Wspomnienia tych, którzy przeżyli
4. CZY MOZNA SIEDZIEC CICHO, GDY ONA PROWADZI.
Gra na symulatorze.
5. DOROSLE ZYCIE - PODSTAWOWE RÓZNICE POMIEDZY TWOJA MATKA A TWOJA PARTNERKA.
Ćwiczenia praktyczne i odgrywanie ról.
6. JAK BYC IDEALNYM PARTNEREM NA ZAKUPACH.
Ćwiczenia relaksacyjne, medytacja i techniki oddechowe.
7. TECHNIKI PRZEZYCIA - JAK ŻYC, BĘDĄC CAŁY CZAS W BŁĘDZIE.
Dostepni indywidualni psychoterapeuci.
8. CHOINKA - CZY MUSI STAC DO WIELKANOCY.
Telekonferencja z udzialem Swietego Mikołaja


[dzięki Valdi za podesłanie :)]

Sunday, September 7, 2008

i półtorej tygodnia z głowy

Od półtorej tygodnia z chorym okiem i światłowstrętem unikam jak ognia silnych kontrastów i światła słonecznego siedząc najchętniej w pokoju z zasłoniętymi oknami. Na dwór wypuszczam się tylko w ciemnych okularach i w czapce z daszkiem, by zapewnić sobie mniej stresujące warunki świetlne. Oprócz tych wszystkich zabiegów cały czas mam oczywiście wielgachny opatrunek na oku, ale światło mimo jego grubości uwielbia penetrować każdy cieńszy lub niezaklejony fragment, sprawiając mi ból. Jutro widzę się z lekarzem, który zadecyduje czy będę musiał nadal pakować sobie 5 razy dziennie w oko 2 rodzaje maści i 3 rodzaje kropel, czy też może mam wrócić do pracy i stopniowo zacząć wracać do korporacyjnego życia i do mojego hobby, czyli robienia zdjęć. Przez te półtorej tygodnia odkryłem jednak świat szarości i radości z zapadającego zmierchu, więc być może, że rozpocznę nowy cykl zdjęć wieczornych :) Jak powiadał Bogusław Wołoszański "nie uprzedzajmy wypadków ... o tym co było dalej dowiecie się Państwo z kolejnego odcinka ..."
[rysunek autora nieznanego zaczerpnięty z forum canon-board.info]

Friday, September 5, 2008

Wolność


Zdjęcie jest z serwisu JoeMonster - niby humorystyczne ale jakoś bardzo prawdziwe i jak się zastanowić to niezbyt śmieszne

Wednesday, September 3, 2008

Zgoda w małżeństwie czyli apple w domu

Jakiś czas temu wspominałem o incydencie z internetem i wynikłej z tego scysji oraz o pomyśle kupienia żonie Japca. Poprzez długą i czasami pełną potu macewangelizację nakłoniłem Żonę do tego pomysłu i wkrótce potem Jabłuszko zawitało w nasze progi. Przywitanie jabłuszka przez moją Żonę było tak radosne, że żadne słowa tego nie oddadzą, musiałbym tu zamieścić filmik, którego wówczas nie nakręciłem :) Pierwsze kroki pełne były radosnych zachwytów w stylu "co ?!, tak prosto ?!" i po prostu serce rosło. Doszło do tego, że kiedy któregoś dnia Żona wróciła z pracy, a ja próbując podnieść jej plecak prawie przywaliłem nim sobie w czoło, bo zamiast ważyć tonę jak zazwyczaj, był po prostu pusty. Okazało się, że Żona moja przestała zabierać z pracy swojego Nowiutkiego Fantastycznego Wypasionego Służbowego Laptopa z WinXP na pokładzie.

Nieco zdziwiony z lekkim niedowierzaniem zapytałem:
- Kochanie nie zabrałaś z pracy służbówki ?
Usłyszałem odpowiedż roku:
- Nie chcę służbówki windowsowej hujówki !!!

I jak tu nie kochać takiej Kobiety :)

Tuesday, September 2, 2008

Przypadki z życia wampira, czyli zapalenie rogówki

Każdy, kto kiedykolwiek zerknął się z książkami i filmami o wampirach kojarzy zepewne ból jaki powodowało u wampirów dzienne światło. Palący ból, który powodował, że skręcały się z bólu i zaczynały płonąć. Ja co prawda nie płonę, ale właśnie doświadczam takiego bólu. Rani mnie światło, ranią mnie kontrasty świetlne, a nawet światło odbite od asfaltu. Światlo powoduje świdrujący ból w głowie. Przez lata naszego życia nasze oczy działają w stereo : mam tu na myśli takie działanie, że jeśli wyjdziemy powiedzmy z ciemnego korytarza, na jasny plac, żrenice w naszym oku (to jak przesłona w aparacie) zwężą się, by do oka nie dostało się za dużo światła, i nawet jeśli jedno oko sobie w tym czasie zamkniecie, to jego żrenica i tak się zwęży, podobnie jak oka otwartego. Podobnie jest u mnie, jedno oko mam pod opatrunkiem, ale niestety nie umiem sprawić by nie reagowało w stereo. Każde zwężenie źrenicy tego chorego oka powoduje u mnie cholerny ból. Robię więc co mogę, by oświetlenie było łagodne i w miarę równomierne. Siedzę więc w domu, z zasłoniętymi oknami i cieszę się stworzonym w ten sposób mrokiem. Wieczorem, gdy słońce zajdzie i niebo nabierze granatowej barwy, przejdę się nawet na zakupy do sklepu. W dzień jest to raczej niemożliwe. No, chyba, że udałoby mi się skołować skądś okulary spawalnicze. I pomyśleć, że tak niewinnie się zaczęło. W zeszłym tygodniu zacząlem odczuwać coraz to większy dyskomfort w jednym oku. W końcu w czwartek gdy już ledwo patrzyłem na to oko, wylądowałem u lekarki, która obwieściła mi, iż nabawiłem się zapalenia rogówki. Oczywiście jestem twardziel (w tym przypadku jest to synonim słowa idiota) i zamiast od razu iść na L4, postanowiłem dalej dzielnie pojawiać się w pracy. Niestety jedyne co tym osiągnąlem, to oprócz ton stresu, chyba tylko to, że przypuszczalnie pogorszyłem swój stan. Nie wziąłem bowiem pod uwagę ile światła jest teraz na dworze i jak bardzo rozwinięty jest system oświetleniowy w budynku mojej firmy. Jednym słowem cały dzień przemykałem się korytarzami jak szpieg z krainy Deszczowców. Do momentu, w którym stwierdziłem, że naprawdę nie mogę tak dłużej, i poszedłem drugi raz do lekarza. I nie chcę tu moralizować, ale jeśli kiedykolwiek trafi Wam się coś takiego, idźcie od razu na L4. I nie żartuję. Piszę to na laptopie, którego matrycę ściemniłem tak bardzo, że następnym stopniem jej pracy jest całkowite wygaszenie. Bo jeśli jest jaśniej, to jej światło mnie razi a to powoduje ból.

Z ciekawostek: system pomiaru odległości u człowieka działa na zasadzie porównywania obrazu z każdego oka. Jako że jedno moje oko znajduje się pod opatrunkiem odkryłem, że wcale nie jest tak łatwo przybić piątala, uściśnąć komuś dłoń, podobnie jak nie jest łatwo trafić rękę do wprost klamki w drzwiach. Najgorsze jest jednak pokonywanie zakrętów w stronę zasłoniętego oka. Człowiek naturalnie wchodzi ze złą trajektorią w zakręt próbując się zabić o ścianę/meblośćiankę/regał z książkami itp.
Po kilkau dniach idzie się przyzwyczaić i człowiek uczy się wprowadzać "poprawki" do trajektorii ale początki są ... bolesne.

Friday, August 29, 2008

Tarcza rakietowa

Wszyscy się emocjonują podpisaniem przez Polskę umowy z USA na budowę elementów tarczy antyrakietowej a tymczasem z cicha pęk The Guardian publikuje artykuł (a GW jego tłumaczenie) z którego jeśli założyć, że autor ma racje, to wynika, że cała ta tarcza to jest jeden wielki pic na wodę i fotomontaż wielkości wieży Eiffle'a a tak naprawdę ro Ruscy drą ryja nie o instalacje Patriotów, które i tak niewiele dadzą, ale o faktyczne potwierdzenie wyjścia Polski z radzieckiej strefy wpływów. Ciekawe

Thursday, August 28, 2008

Rolex na prezent, czyli partyzant z wyciętego lasu

Zdarzyło się tak, że pod koniec zeszłego roku mój wieloletni zegarek wyzionął ducha. Łaziłem po salonach zegarkowych i szukałem czegoś dla siebie, przy okazji zbierając katalogi różnych firm. Przy okazji też tak dla samego przejrzenia zgarnąłem katalog Rolexa, choć Rolex ma swój styl, którego nie lubię i nie spodziewałem się, bym miał w tym katalogu znaleźć cokolwiek dla siebie oprócz fajnych zdjęć. I faktycznie. Po przejrzeniu nie znalazłem nic dla siebie. Rzucił mi się w oczy natomiast wprost ogrom zegarków dla pań. Bez zastanowienia więc i jakichkolwiek nadziei wręczyłem do przejrzenia katalog mojej Żonie, która co ważne 1) uważa zegarki za rzecz zbędną 2) od wielu lat, odkąd tylko ma komórkę, zegarka naręcznego po prostu nie używa bo nie posiada 3) tak poza tym to i tak żaden zegarek jej się nie podoba. No więc wręczam Żonie ten katalog z prośbą by jeśli cokolwiek jej się spodoba natychmiast bez wahania mi to pokazała i zajmuje się jakąś swoją robotą, gdy po chwili Żona melduje wykonanie zadania i wyobraźcie sobie moje zdziwienie, pokazuje mi ten JEDEN zegarek, który jej się podoba.
W mojej głowie natychmiast rodzi się chytry plan zakupienia Żonie tego zegarka na prezent. Przez chwilę przemyka mi przez głowę myśl - chwila to może być drogie. Chwilę później przemyka mi przez głowę druga myśl - eeeee pewnie zegarek kosztuje z 3500 PLN i stąd taka fama. Żeby nie zdradzić się z niespodzianką wysyłam cichcem po partyzancku zapytanie do dystrybutora ze wskazaniem modelu w katalogu i zapytaniem o cenę i to w którym salonie można go sobie obejrzeć. Mija kilka dni. Wreszcie dostaję odpowiedź. Dobrze że siedziałem, bo była mniej więcej tej treści :
Zegarek wykonany jest z platyny z 24 brylantami na kopercie, tarcza jest z masy perłowej z 10 brylantami, zaś sam zegarek jest tylko na zamówienie, kosztuje 147.000,00 PLN, jeśli wpłaci pan zaliczkę teraz, może uda nam się go sprowadzić do świąt ..... niewiele więcej dałem za moje mieszkanie :)