Przeczytałem gdzieś, że organizm człowieka jest stworzony do biegania. Dziś przekonałem się faktycznie, że naprawdę tak jest. Byłem odwieźć aparat do serwisu, wracam sobie spokojnie pieszo i ... widzę, że nadjeżdża mój autobus. No szlag by to trafił !!! Jak się wiecznie spóźnia, to jest dobrze, ale akurat dzisiaj zachciało mu się przyjechać o czasie !!! Do przystanku jakieś hmm ... 400 ? 450 metrów ??? No to w długą ... i ... zdążyłem !!! Chciałem zrobić kilka bardzo głębokich i szybkich oddechów, żeby uzupełnić organizmowi tlen ale ... zdałem sobie sprawę, że nie potrzebuję tego .... mimo, że po takim sprincie minęło jakieś 20 ? może 30 sekund a ja już mam normalny puls :) Po prostu sprint do autobusu był dla mnie ... normalny ! Organizm się przyzwyczaił :)
W radosnym humorze wróciłem do chaty, przebrałem się w mniej eleganckie ciuchy i ... nawinąłem moje pierwsze 5 kilometrów w tym roku. 5 km ciągiem. Przy okazji dokonałem pewnego odkrycia, którego nie bardzo umiem ogarnąć. Chodzi mi o to, że biegałem w różnych tempach ale najgorzej biega mi się wolno a najlepiej biega mi się w tempie jakichś +/- 15 km/h, I nie bardzo wiem dlaczego tak jest ?
Wracając jednak do radości, to ryj nie przestaje mi się uśmiechać. Po tym wieczornym sprincie a potem pokonaniu 5 km mam poczucie, że mogę wszystko. A skoro mam odzyskać kondycję a bieganie daje mi tyle radości, to ... czemu miałbym sobie odmawiać, co ? :)
Thursday, March 11, 2010
Tuesday, March 9, 2010
Pierwsze 3 kilometry
Przebiegłem moje pierwsze 3 kilometry w tym roku. Długo się do nich zabierałem i choć wiem, że zimowa przerwa była zdecydowanie za długa, to i tak jestem dumny i blady, że w końcu udało mi się przełamać "odjutronizm" z jakim się za to zabierałem. Mówią, że za każdy tydzień kiedy nie ćwiczymy, trzeba dwóch tygodni, żeby odzyskać straconą formę. Jeśli to prawda, to sporo czasu przede mną na odzyskanie formy z lata zeszłego roku :) Czas w jakim przebiegłem te 3 km ... no powiedzmy, że nie mam się czym pochwalić. Wiem, że dość szybko będzie lepiej. Na dziś ... mam poczucie, że zrobiłem coś fajnego dla siebie. Udowodniłem sam sobie, że ... zwyczajnie mogę przełamać swoje lenistwo. Plany ? Stopniowo zwiększać przebiegany dystans.
Z cyklu Polak potrafi
Z cyklu Polak potrafi ... jak doniosło Radio Zet, w Warszawie w weekend ze strzeżonego placu budowy na Okęciu złodzieje ukradli 30-tonowy dźwig i zrobili to tak dyskretnie, że nikt tego nie zauważył.
Monday, March 8, 2010
Samsung - fotograficzne objawienie ???
Nie śledzę wszystkich nowinek ze świata fotografii z dwóch powodów. Raz, kompletnie nie mam na to czasu. Dwa, cieszę się tym, co mam i nie szukam powodów do wymiany sprzętu na nowszy (taki konsument jest najbardziej znienawidzony przez producentów). Dlatego też mimo świadomości tego, że ciągle jest jakiś postęp technologiczny, i ciągle wypuszczane są nowe aparaty fotograficzne, nie miałem pojęcia jak dokładnie ten postęp przekłada się na wypuszczane produkty. No i stało się. Popsuł mi się aparat. Moja lustrzanka. I tak z ciekawości spojrzałem na allegro. A potem spojrzałem na dpreview.com i …. zaliczyłem tzw. Opad szczeny.
Samsung firma może nie mająca może jakiejś totalnie super marki ale starająca się ją budować, wypuściła model nazwany TL500/EX1. Żeby było jasne. Kompakt. Nie lustrzanka. Z matrycą 1/1.7”. Nic specjalnego. Teraz to już standard. I teraz się trzymajcie, bo będzie ostra jazda bez trzymanki: z obiektywem 24-72mm i to ze światłem 1.8-2.4. Jedyny obiektyw 24mm ze światłem zbliżonym do 1.8 jakie Canon sprzedaje do swoich lustrzanek, to niestety obiektyw profesjonalny (tzw. eLka) o świetle 1.4 kosztująca 6400 PLN. Z kolei zakres 24-70 jest u Canona pokryty przez obiektyw EF24-70/2.8L USM kosztujący 4500 PLN, ale posiadający sporo słabsze światło (bo stałe 2.8 zamiast 1,8 na szerokim kącie). Jednym słowem nie ma czegoś takiego w lustrzankach. A gdyby było, nie wiem ile musiałoby kosztować ale z pewnością byłaby to niebagatelna cena. Nie da się ukryć, że jeśli nadal kompakty będą się rozwijać tak agresywnie, to może się zdarzyć, że już wkrótce takie modele jak wspomniany Samsung wyprą kompletnie lustrzanki z rynku amatorskiego. I powiem szczerze, gdybym nie miał obiektywów do swojej lustrzanki, chętnie przekonalbym się co potrafi taki kompakt. Co prawda cena trochę zniechęca (400 funtów), ale przy tej jakości obiektywie wydaje się być uzasadniona.
PS. Świetnym ruchem ze strony Samsunga byłoby, gdyby można sobie od nich wypożyczyć taki aparat na weekend na spróbowanie za jakąs drobną opłatą (tak, jak obecnie robi to Sigma ze swoimi obiektywami).
Samsung firma może nie mająca może jakiejś totalnie super marki ale starająca się ją budować, wypuściła model nazwany TL500/EX1. Żeby było jasne. Kompakt. Nie lustrzanka. Z matrycą 1/1.7”. Nic specjalnego. Teraz to już standard. I teraz się trzymajcie, bo będzie ostra jazda bez trzymanki: z obiektywem 24-72mm i to ze światłem 1.8-2.4. Jedyny obiektyw 24mm ze światłem zbliżonym do 1.8 jakie Canon sprzedaje do swoich lustrzanek, to niestety obiektyw profesjonalny (tzw. eLka) o świetle 1.4 kosztująca 6400 PLN. Z kolei zakres 24-70 jest u Canona pokryty przez obiektyw EF24-70/2.8L USM kosztujący 4500 PLN, ale posiadający sporo słabsze światło (bo stałe 2.8 zamiast 1,8 na szerokim kącie). Jednym słowem nie ma czegoś takiego w lustrzankach. A gdyby było, nie wiem ile musiałoby kosztować ale z pewnością byłaby to niebagatelna cena. Nie da się ukryć, że jeśli nadal kompakty będą się rozwijać tak agresywnie, to może się zdarzyć, że już wkrótce takie modele jak wspomniany Samsung wyprą kompletnie lustrzanki z rynku amatorskiego. I powiem szczerze, gdybym nie miał obiektywów do swojej lustrzanki, chętnie przekonalbym się co potrafi taki kompakt. Co prawda cena trochę zniechęca (400 funtów), ale przy tej jakości obiektywie wydaje się być uzasadniona.
PS. Świetnym ruchem ze strony Samsunga byłoby, gdyby można sobie od nich wypożyczyć taki aparat na weekend na spróbowanie za jakąs drobną opłatą (tak, jak obecnie robi to Sigma ze swoimi obiektywami).
Kolorowy hinduski Śmigus Dyngus
Weźmy nasz Śmigus Dyngus, ale oprócz wody dajmy ludziom farby i kolorowe proszki i mamy ... hinduskie święto Holi. Więcej o tym święcie można przeczytać np. na Wikipedii. I tradycyjnie już The Boston Globe w ramach galerii Big Picture pokazał kilkanaście zdjęć z tego jakże egzotycznego dla nas wydarzenia. Polecam.

fot. by Manish Swarup/AP Photo

fot. by Manish Swarup/AP Photo
If you’ve got nothing to say . . . well, you’ve got nothing to say
Many amateur golfers think they need expensive clubs. But it’s the swing that matters, not the club. Give Tiger Woods a set of cheap clubs and he’ll still destroy you.
People use equipment as a crutch. They don’t want to put in the hours on the driving range so they spend a ton in the pro shop. They’re looking for a shortcut. But you just don’t need the best gear in the world to be good. And you definitely don’t need it to get started.
In business, too many people obsess over tools, software tricks, scaling issues, fancy office space, lavish furniture, and other frivolities instead of what really matters. And what really matters is how to actually get customers and make money.
You also see it in people who want to blog, podcast, or shoot videos for their business but get hung up on which tools to use. The content is what matters. You can spend tons on fancy equipment, but if you’ve got nothing to say . . . well, you’ve got nothing to say
by Why Grow? and Other Wisdom from 37Signals
People use equipment as a crutch. They don’t want to put in the hours on the driving range so they spend a ton in the pro shop. They’re looking for a shortcut. But you just don’t need the best gear in the world to be good. And you definitely don’t need it to get started.
In business, too many people obsess over tools, software tricks, scaling issues, fancy office space, lavish furniture, and other frivolities instead of what really matters. And what really matters is how to actually get customers and make money.
You also see it in people who want to blog, podcast, or shoot videos for their business but get hung up on which tools to use. The content is what matters. You can spend tons on fancy equipment, but if you’ve got nothing to say . . . well, you’ve got nothing to say
by Why Grow? and Other Wisdom from 37Signals
Dlaczego warto czerpać inspirację z własnych potrzeb
Okazuje się, że wiele firm zaczyna tworzyć jakies produkty, szacując, że istnieje grupa docelowa, która będzie tym zainteresowana. Tworzą w tym celu specjalne grupy projektowe, badania, zespoły i generalnie dzieje sie dużo, po czym powstaje jakis produkt, który mimo calego tego nakladu pracy nie do końca jest dostosowany do wymagań klienta. Dlatego warto czerpać inspirację z wlasnych potrzeb:
Inventor James Dyson scratched his own itch. While vacuuming his home, he realized his bag vacuum cleaner was constantly losing suction power—dust kept clogging the pores in the bag and blocking the airflow. It wasn’t someone else’s imaginary problem; it was a real one that he experienced firsthand. So he decided to solve the problem and came up with the world’s first cyclonic, bagless vacuum cleaner.
Vic Firth came up with the idea of making a better drumstick while playing timpani for the Boston Symphony Orchestra. The sticks he could buy commercially didn’t measure up to the job, so he began making and selling drumsticks from his basement at home. Then one day he dropped a bunch of sticks on the floor and heard all the different pitches. That’s when he began to match up sticks by moisture content, weight, density, and pitch so they were identical pairs. The result became his product’s tag line: “the perfect pair.” Today, Vic Firth’s factory turns out more than 85,000 drumsticks a day and has a 62 percent share in the drumstick market.
Track coach Bill Bowerman decided that his team needed better, lighter running shoes. So he went out to his workshop and poured rubber into the family waffle iron. That’s how Nike’s famous waffle sole was born
by Tim Ferriss: Why Grow? and Other Wisdom from 37Signals
Inventor James Dyson scratched his own itch. While vacuuming his home, he realized his bag vacuum cleaner was constantly losing suction power—dust kept clogging the pores in the bag and blocking the airflow. It wasn’t someone else’s imaginary problem; it was a real one that he experienced firsthand. So he decided to solve the problem and came up with the world’s first cyclonic, bagless vacuum cleaner.
Vic Firth came up with the idea of making a better drumstick while playing timpani for the Boston Symphony Orchestra. The sticks he could buy commercially didn’t measure up to the job, so he began making and selling drumsticks from his basement at home. Then one day he dropped a bunch of sticks on the floor and heard all the different pitches. That’s when he began to match up sticks by moisture content, weight, density, and pitch so they were identical pairs. The result became his product’s tag line: “the perfect pair.” Today, Vic Firth’s factory turns out more than 85,000 drumsticks a day and has a 62 percent share in the drumstick market.
Track coach Bill Bowerman decided that his team needed better, lighter running shoes. So he went out to his workshop and poured rubber into the family waffle iron. That’s how Nike’s famous waffle sole was born
by Tim Ferriss: Why Grow? and Other Wisdom from 37Signals
Dzień Kobiet
Jeżeli jesteś Kobietą, to pozwól, że z okazji twego święta będę życzył Ci samych dobrych chwil i wielu powodów do radości, nie tylko dziś, ale i tak na co dzień :)

fot. by osheasflowers.com

fot. by osheasflowers.com
Friday, March 5, 2010
Dzień teściowej i dentysty
Z tego co powiedziano przed momentem w radiu dzisiaj obchodzimy dwa święta. Jedno święto to Dzień Teściowej. Drugie to Dzień Dentysty. Rozumiem, że z tej okazji należy złożyć jednym i drugim jakieś życzenia. Zastanawiam się tylko czy jak ktoś ma tak, że jego teściowa jest również jego dentystką to zachodzi taka sama sytuacja jak w matematyce, że dwa minusy dają plusa, czyli można życzeń nie składać w ogóle, czy też wręcz odwrotnie, że trzeba się dużo bardziej postarać żeby "przez pomyłkę" znienacka nie zostać bez jedynek ? :)
Spij dużo, będziesz produktywny ?
W dzisiejszych RSS-ach trafiłem na wpis Dazed & Confused!, w którym Monica Ricci opisuje swoje przeżycia w związku z porannym wstawaniem na wczesny samolot. Jako, że kobieta jest uznanym specem od organizacji, to jej niemożność dokonania najprostszych wyborów zwróciła moją uwagę na cos, czego może nie nazwałem dotąd jednoznacznie i co pozostawało w sferze niedopowiedzianej, a mimo to, co stosowałem dość intuicyjnie od jakiegoś czasu. Chodzi mi tu o jak najdłuższe wysypianie się w celu osiągnięcia maksymalnej wydajności intelektualnej i fizycznej. Już jaki czas temu przyuważyłem, że kiedy się nie wysypiam kilka dni z rzędu, to po paru dniach takiego niewyspania nie tylko totalnie nie ogarniam rzeczywistości ale i myślenie idzie mi jak leniwy żółw na urlopie. Z drugiej strony kiedy natomiast jestem przez kilka dni z rzędu wyspany, to mam tyle energii, że przez rzeczy do pokonania przewalam się jak rozpędzony lodołamacz. Jednym słowem, spanie służy. Jest tylko jeden problem. Jak pogodzić konieczność długiego spania z pracą, dojazdami i czasem dla siebie/partnerki/na roboty domowe/sprzątanie itp. ?
Subscribe to:
Posts (Atom)