Saturday, August 23, 2008
Humor z Tymbarku
Popijam wodę mineralną, spojrzałem od niechcenia na etykietę ... i prawie się poplułem .... maketingowcy z Tymbarku zdecydowanie mają poczucie humoru .... wydumali takie coś :
Friday, August 22, 2008
A moze prognozę pogody ?
Okazuje się, że najprostsze rozwiązania są pod nosem. Jak WP mówi, że będzie padać a GW podaje, że jednak będzie słońce, to zamiast dostawać rozdwojenia jaźni wystarczy skorzystać z prognozy pogody dostarczanej przez 21-y szwadron pogodowy NATO :)
Pierwsza mapa pogodowa
druga mapka pogodowa
Pierwsza mapa pogodowa
druga mapka pogodowa
Czy te cyfrówki takie dobre ?
Jako człowiek, który zdjęcia uczył się robić na kliszaku, na dodatek własnoręcznie je wywoływał, ostro kibicuję wojnie cyfrówek z technologią kliszową. Zawsze marzył mi się średnioformatowy Hassel z kompletem szkieł wart w sumie równowartość dobrego samochodu, jednakże z przyczyn prozaicznych (kasa) zawsze pozostawałem przy innych (czytaj: tańszych) firmach. Zresztą po dziś dzień jest w moim posiadaniu trójka, czyli półprofesjonalny kliszak Canona, i jak sadzę ze mną spokojnie emerytury (mojej) doczeka (chyba że wcześniej przestaną robić do niej baterie). Tak czy inaczej klisza jest klisza. Inne przenoszenie półtonów, inne odwzorowanie przejść, miękkość obrazu. Nieważne. Kto ma ten wie. Wszyscy natomiast się dzisiaj zachłystują technologią cyfrową, doszło do tego nawet, że w telefonach komórkowych montują aparat 5mpix. Większość znanych mi osób albo już dawno przeszła z kliszy na cyfrę, albo choć nie robili zdjęć na klliszy, nagle zakupiło cyfrę i zaczęło te zdjęcia robić. Wydawało by się przegrana wojna, zachwyt nad cyfrą zwyciężył. I nagle jak odrodzony Feniks z popiołów cały ten zachwyt zgasił JEDEN gość - Ken Rockwell. Opublikował bowiem test, w którym porównał pracę cyfrowego Nikona D200 ze średnioformatową kliszową Tachinarą - i chyba nie muszę mówić, że kliszak złoił dupsko cyfrówce :)
Nawiązał też do oczywistej prawdy, może i cyfrakiem robi się gorzej, ale i szybciej, i z czystego lenistwa często tego kliszaka w ogóle nie zabieramy z domu. I tak naprawdę w wojnie kliszak kontra cyfra wygrywa ... lenistwo
Nawiązał też do oczywistej prawdy, może i cyfrakiem robi się gorzej, ale i szybciej, i z czystego lenistwa często tego kliszaka w ogóle nie zabieramy z domu. I tak naprawdę w wojnie kliszak kontra cyfra wygrywa ... lenistwo
Kukułka
Wczoraj wybrałam się na imprezę z moimi koleżankami. Powiedziałam mojemu mężowi, ze wrócę o północy.
Obiecuję ci kochanie, nie wrócę ani minuty później- powiedziałam i wybyłam. Ale, impreza była cudowna! Drinki, balety, znów drinki, znów balety, i jeszcze więcej drinków, było tak fajnie, ze zapomniałam o godzinie.
Kiedy wróciłam do domu była 3 nad ranem.
Wchodzę do domu, po cichutku otwierając drzwi, a tu słyszę tą wściekłą kukułkę w zegarze jak zakukała 3 razy. Kiedy się zorientowałam, ze mój mąż się obudzi przy tym kukaniu, dokończyłam sama kukać jeszcze 9 razy... Byłam z siebie bardzo dumna i zadowolona, że chociaż pijana w cztery dupy, nagle taki dobry pomysł przyszedł mi do głowy - po prostu uniknęłam awantury z mężem... Szybciutko położyłam się do łóżka, myśląc jaka to ja jestem inteligenta! Ha !!!
Rano, podczas śniadania, mąż zapytał o której wróciłam z imprezy, więc mu powiedziałam, ze o samiutkiej północy, tak jak mu obiecałam. On od razu nic nie powiedział, nawet nie wyglądał na podejrzliwego. 'Oh, jak dobrze, jestem uratowana....' - pomyślałam i prawie otarłam pot z czoła.
Mój mąż, po chwili, spojrzał na mnie serio, mówiąc:
Wiesz ?, musimy zmienić ten nasz zegar z kukułką.
Zbladłam ze strachu, ale pytam pokornym głosem:
'Taaaak A dlaczego, kochanie?'
A on na to:
Widzisz, dziś w nocy, kukułka zakukała 3 razy, potem - nie wiem jak to zrobiła - krzyknęła 'O ku...wa!' znów zakukała 4 razy, zwymiotowała w korytarzu, zakukała jeszcze 3 razy i padła na podłogę ze śmiechu. Kuknęła jeszcze raz, wlazła na kota i rozwaliła stolik w salonie. A potem, powaliła się koło mnie i kukając ostatni raz - puściła se głośnego bąka i szybko zaczęła chrapać........
Obiecuję ci kochanie, nie wrócę ani minuty później- powiedziałam i wybyłam. Ale, impreza była cudowna! Drinki, balety, znów drinki, znów balety, i jeszcze więcej drinków, było tak fajnie, ze zapomniałam o godzinie.
Kiedy wróciłam do domu była 3 nad ranem.
Wchodzę do domu, po cichutku otwierając drzwi, a tu słyszę tą wściekłą kukułkę w zegarze jak zakukała 3 razy. Kiedy się zorientowałam, ze mój mąż się obudzi przy tym kukaniu, dokończyłam sama kukać jeszcze 9 razy... Byłam z siebie bardzo dumna i zadowolona, że chociaż pijana w cztery dupy, nagle taki dobry pomysł przyszedł mi do głowy - po prostu uniknęłam awantury z mężem... Szybciutko położyłam się do łóżka, myśląc jaka to ja jestem inteligenta! Ha !!!
Rano, podczas śniadania, mąż zapytał o której wróciłam z imprezy, więc mu powiedziałam, ze o samiutkiej północy, tak jak mu obiecałam. On od razu nic nie powiedział, nawet nie wyglądał na podejrzliwego. 'Oh, jak dobrze, jestem uratowana....' - pomyślałam i prawie otarłam pot z czoła.
Mój mąż, po chwili, spojrzał na mnie serio, mówiąc:
Wiesz ?, musimy zmienić ten nasz zegar z kukułką.
Zbladłam ze strachu, ale pytam pokornym głosem:
'Taaaak A dlaczego, kochanie?'
A on na to:
Widzisz, dziś w nocy, kukułka zakukała 3 razy, potem - nie wiem jak to zrobiła - krzyknęła 'O ku...wa!' znów zakukała 4 razy, zwymiotowała w korytarzu, zakukała jeszcze 3 razy i padła na podłogę ze śmiechu. Kuknęła jeszcze raz, wlazła na kota i rozwaliła stolik w salonie. A potem, powaliła się koło mnie i kukając ostatni raz - puściła se głośnego bąka i szybko zaczęła chrapać........
Thursday, August 21, 2008
Dyski twarde
Nie pamiętam dokładnie jakiej pojemności ani firmy był dysk twardy w moim pierwszym komputerze. Podejrzewam choć bez przekonania, że mógł być to dysk 40 MB. W międzyczasie rozwój dysków był tak szybki, że pojemności rosły lawinowo, a ceny malały. Zmieniały się interfejsy, którymi podpinało się dysk do komputera. Zmieniała się też sama technologia. Dzisiaj większość producentów dysków oferuje w swoich dyskach zapis poprzeczny. Pojawiły się dyski SSD, choć powiedzmy sobie wprost, raz że tanie nie są, a dwa, że do końca nie wiadomo, czy należy go postrzegać bardziej jako dysk, czy raczej moduł pamięci. Pewne prawdy pozostały takie same. W dyskach, które używają tradycyjnych talerzy magnetycznych, czym szybciej kręcimy talerzem, tym czas dostępu maleje. Dyski w naszych komputerach domowych ewoluowały więc zmieniając interfejs z ATA na SATA i przechodząc od prędkości 3000 --> 4200 --> 5400 --> 7200 i na tym 7200 pozostało, podczas gdy dyski serwerowe wtedy jeszcze z interfejsem SCSI, a dziś SAS, już dawno przeszły drogę 7200 --> 10000 --> 15000. Tak wiem, wiem. Jest JEDEN produkt firmy Western Digital o nazwie Raptor, i jest to dysk twardy z interfejsem SATA mający 10000 obrotów na minutę. Wszyscy się nim zachwycają, jest drogi, ma małą pojemność, jest głośny (w końcu to 10 000 obrotów na minutę, poza tym dyski serwerowe pracują w serwerowni, gdzie i tak pracuje masa wentylatorów, więc nie ma się co martwić głośnością dysku) ale wydajny i oferuje szybsze czasy dostępu (co jest logiczne, bo przecież mniej czasu zajmuje jeden obrót talerza). Dyski mające 10.000 i 15.000 obrotów mają jeszcze tę wadę, że szybciej się kręcąc, mocniej się nagrzewają i WYMAGAJĄ odrębnego wymuszonego chłodzenia.
Kiedy kilka lat temu byłem zmuszony zakupić blaszaka (czyli komputer PC) świadomie szukałem używanej stacji roboczej (ang. workstation) z wbudowanym na płycie głównej interfejsem SCSI. Pozwoliło mi to bezproblemowo podłączyć jako dysk systemowy nabyty okazyjnie na allegro 18 GB dysk SCSI 15.000 obrotów. Co z tego, że dysk jest głośny i ma tylko 18 GB pojemności a pod nim musi sterczeć wiatrak. Ale za to jak system działa ! Z pewnością jest to najlepiej wydane 50 PLN w historii moich zakupów na allegro. W dzisiejszych czasach jednak co chwila na rynku pojawiają się coraz to szybsze dyski SSD, już teraz znacznie wyprzedzając w osiągach tradycyjne dyski talerzowe. Doszło już nawet do tego, że powoli zaczęły się zadomawiać w zastosowaniach serwerowych. Niektórzy nie bacząc na cenę dysków SSD, budują z nich macierze, wydając przy okazji fortunę na technologię, która nadal jest nowinką na rynku. W laptopach dla najbardziej wymagających klientów jako BTO można zamówić sobie dysk SSD zamiast tradycyjnego. Jednym słowem wszyscy zachłystują się nową technologią i jej wydajnością. Producenci dysków twardych mają za to niezły orzech do zgryzienia, bo powoli zaczyna im się palić grunt pod nogami. Nie trzeba więc było specjalnie długo czekać na informację, że WD pracuje nad dyskiem Raptor 20000 obrotów
I tego, to prawdę mówiąc zupełnie nie umiem sobie wyobrazić.
Już sam dysk 15.000 obrotów w czasie pracy po prostu gwiżdże, bo nie ma jak inaczej nazwać tego odgłosu. Zakres częstotliwości w jakim wydaje ten dźwięk jest taki, że choćby nie wiem jak nie wygłuszał komputera, choćby nie wiadomo ile wentylatorów pakował, to tego dźwięku i tak nie da rady wygłuszyć. Po prostu przy otwartym komputerze plomby człowiekowi zaczynają wypadać. Kiedy więc wypuszczą nowego Raptora 20.000 obrotów, to na pewno będzie super szybki i super drogi, i będzie miał tylko jedno super małe ale : klienci po otwarciu komputera w czasie pracy będą skakać oknami trzymając się oburącz za głowę :)
I to bardzo chciałbym zobaczyć ... i dyski SSD 1 TB po 430 PLN + VAT :)
Kiedy kilka lat temu byłem zmuszony zakupić blaszaka (czyli komputer PC) świadomie szukałem używanej stacji roboczej (ang. workstation) z wbudowanym na płycie głównej interfejsem SCSI. Pozwoliło mi to bezproblemowo podłączyć jako dysk systemowy nabyty okazyjnie na allegro 18 GB dysk SCSI 15.000 obrotów. Co z tego, że dysk jest głośny i ma tylko 18 GB pojemności a pod nim musi sterczeć wiatrak. Ale za to jak system działa ! Z pewnością jest to najlepiej wydane 50 PLN w historii moich zakupów na allegro. W dzisiejszych czasach jednak co chwila na rynku pojawiają się coraz to szybsze dyski SSD, już teraz znacznie wyprzedzając w osiągach tradycyjne dyski talerzowe. Doszło już nawet do tego, że powoli zaczęły się zadomawiać w zastosowaniach serwerowych. Niektórzy nie bacząc na cenę dysków SSD, budują z nich macierze, wydając przy okazji fortunę na technologię, która nadal jest nowinką na rynku. W laptopach dla najbardziej wymagających klientów jako BTO można zamówić sobie dysk SSD zamiast tradycyjnego. Jednym słowem wszyscy zachłystują się nową technologią i jej wydajnością. Producenci dysków twardych mają za to niezły orzech do zgryzienia, bo powoli zaczyna im się palić grunt pod nogami. Nie trzeba więc było specjalnie długo czekać na informację, że WD pracuje nad dyskiem Raptor 20000 obrotów
I tego, to prawdę mówiąc zupełnie nie umiem sobie wyobrazić.
Już sam dysk 15.000 obrotów w czasie pracy po prostu gwiżdże, bo nie ma jak inaczej nazwać tego odgłosu. Zakres częstotliwości w jakim wydaje ten dźwięk jest taki, że choćby nie wiem jak nie wygłuszał komputera, choćby nie wiadomo ile wentylatorów pakował, to tego dźwięku i tak nie da rady wygłuszyć. Po prostu przy otwartym komputerze plomby człowiekowi zaczynają wypadać. Kiedy więc wypuszczą nowego Raptora 20.000 obrotów, to na pewno będzie super szybki i super drogi, i będzie miał tylko jedno super małe ale : klienci po otwarciu komputera w czasie pracy będą skakać oknami trzymając się oburącz za głowę :)
I to bardzo chciałbym zobaczyć ... i dyski SSD 1 TB po 430 PLN + VAT :)
Wednesday, August 20, 2008
Trawnik, który sam się kosi ?
W sumie jakoś tak to z ludzkością jest, że jedni wymyślają urządzenia, które drugim mają uprzyjemnić, bądź ułatwić życie. Czasem ułatwienie polega na wymyśleniu urządzenia, które pozwala robić coś łatwiej (jak na przykład obieraczka do kartofli), a czasem przez wymyślenie urządzenia, które robi to za nich (np. automatyczne krosno).
Dokładnie takie też urządzenie "robiące zamiast" przyciągnęło moją uwagę. Rzecz nazywa się Husqvarna Automower i mówiąc w skrócie jest to kosiarka , która sama kosi trawę. Trochę w ciemnych kolorach widzę jego zastosowanie, bo producent uprzedza, że "by nie rozpieprzyć kosiarki, trawnik musi być oczyszczony z gałęzi i kamieni", i powiedzmy sobie szczerze, kosiarka ma kosić, a nie być po to by na nią uważać, więc kto z nas choć raz nie przejechał kosiarką po gałęzi, niech pierwszy rzuci kamień ;) Poza tym koszenie trawnika to sama radocha :) Zwłaszcza, gdy zapnie się kosiarkę rotacyjną do traktora - człowiek może wtedy kosić hektary :) Nie do końca rozumiem więc ideę urządzenia, które pozbawia Cię możliwości sprawienia sobie frajdy i jeszcze masz za to płacić.
Druga sprawa, że producent się chyba mocno przeliczył, bo wedle informacji na stronie Automower kosztuje między 6 a 11 tysięcy złotych, czyli biorąc pod uwagę obecny kurs dolara wychodzi mi gdzieś między 3000$ a 5500$. Za tę cenę spokojnie dam radę ściągnąć ze Stanów ramę i używany silnik od Harleya, jeśli nie od razu cały motocykl. Mając zaś do wyboru kosiarkę kontra motocykl .... podejrzewam, ze będąc nawet w stanie śpiączki wybrałbym motocykl. Rozumiałbym jeszcze, gdyby ta zabawka kosztowała powiedzmy 1200 PLN, wtedy można by rozważyć jej zakup. Chyba, że jest to kolejny gadżet dla bogatych z serii mam kupę forsy i problemy z erekcją, więc kupię sobie Porsche, wtedy faktycznie cena jest uzasadniona. Przychodzą znajomi na grilla, to mam czym zaszpanować. Tylko kto normalny na umyśle kupuje kosiarkę dla szpanu ?
Dokładnie takie też urządzenie "robiące zamiast" przyciągnęło moją uwagę. Rzecz nazywa się Husqvarna Automower i mówiąc w skrócie jest to kosiarka , która sama kosi trawę. Trochę w ciemnych kolorach widzę jego zastosowanie, bo producent uprzedza, że "by nie rozpieprzyć kosiarki, trawnik musi być oczyszczony z gałęzi i kamieni", i powiedzmy sobie szczerze, kosiarka ma kosić, a nie być po to by na nią uważać, więc kto z nas choć raz nie przejechał kosiarką po gałęzi, niech pierwszy rzuci kamień ;) Poza tym koszenie trawnika to sama radocha :) Zwłaszcza, gdy zapnie się kosiarkę rotacyjną do traktora - człowiek może wtedy kosić hektary :) Nie do końca rozumiem więc ideę urządzenia, które pozbawia Cię możliwości sprawienia sobie frajdy i jeszcze masz za to płacić.
Druga sprawa, że producent się chyba mocno przeliczył, bo wedle informacji na stronie Automower kosztuje między 6 a 11 tysięcy złotych, czyli biorąc pod uwagę obecny kurs dolara wychodzi mi gdzieś między 3000$ a 5500$. Za tę cenę spokojnie dam radę ściągnąć ze Stanów ramę i używany silnik od Harleya, jeśli nie od razu cały motocykl. Mając zaś do wyboru kosiarkę kontra motocykl .... podejrzewam, ze będąc nawet w stanie śpiączki wybrałbym motocykl. Rozumiałbym jeszcze, gdyby ta zabawka kosztowała powiedzmy 1200 PLN, wtedy można by rozważyć jej zakup. Chyba, że jest to kolejny gadżet dla bogatych z serii mam kupę forsy i problemy z erekcją, więc kupię sobie Porsche, wtedy faktycznie cena jest uzasadniona. Przychodzą znajomi na grilla, to mam czym zaszpanować. Tylko kto normalny na umyśle kupuje kosiarkę dla szpanu ?
Jaskółki
Zwróciliście uwagę, że jaskółki jak siadają na przewodach elektrycznych to praktycznie nigdy dwie sztuki nie siedzą obok siebie przytulone na jednym drucie, tylko siadają tak, by każda z nich miaała odrobinę prywatności ? Z drugiej strony jak się na to zachowanie patrzy, to korci człowieka, by dociągnąć im piąty przewód, żeby mieć pięciolinię i zobaczyć jaka też muzyka by powstała z tego jaskółczego siadania na przewodach :)
Tuesday, August 19, 2008
Jak zostałem "karkiem"
Bycie pracownikiem umysłowym z reguły sprowadza się do siedzenia 10-12 godzin w biurze, zazwyczaj z twarzą przed komputerem. Niektórzy z tym jakoś żyją, niektórych zaś trafia szlag i albo zapisują się na siłownię, albo dojeżdżają rowerem do pracy, albo chociaż udają się do niej na nogach. Chodzenie do pracy 25 km w jedną stronę - no bardziej kojarzy mi się z XIX wiekiem i biednymi dzielnicami górniczymi, niż z czymś co chciałbym robić z własnej woli, nie mając przyłożonego do skroni odbezpieczonego rewolweru. Jeżdżenie do pracy rowerem 25 km w jedną stronę zarzuciłem dawno temu. Niektórzy powiedzą że miałem na to zbyt małe jaja, ja natomiast będę się trzymał wersji, że gdyby przyleciały do nas ufoludki i spojrzały na Warszawę z góry, z pewnością uznałyby, że dominującą formą życia w tym rejonie są samochody. Codzienna jazda rowerem 50 km w takich warunkach jest zwyczajnym samobójstwem, zwłaszcza, jeśli uwzględni się wariacko-ślepy sposób jazdy Warszawiaków, którzy nie zauważają na drodze niczego mniejszego od siebie i zamiast brać jazdy doszkalające, kupują coraz większe samochody, a najchętniej czołgi. Inna sprawa, że w tym jakże "przyjaznym rowerom mieście", nie wolno poruszać się rowerem jezdniami po moście Grota, zaś "chodniczki" dla pieszych na tym moście co 20 metrów mają na środku słup - i 50-60 prześwit pomiędzy płotkiem oddzielającym drogę od chodnika a słupem - dzięki czemu posiadacze szerokich kierownic, baranków turystycznych bądź lusterek muszą co chwila zsiadać i dokonywać karkołomnych ewolucji z rowerem by przetransportować na drugą stronę zwężenia. Oczywiście zawsze można przedostać się na drugą stronę Wisły jakimś wcześniejszym mostem, wtedy jednak skazani jesteśmy albo na poruszanie się chodnikiem wzdłuż ZOO , na którym przypuszczalnie jakiś doktorant z Politechniki Warszawskiej testował zastosowanie teorii chaosu w układaniu płyt chodnikowych, albo też na poruszanie się ulicą Jagiellońską wzdłuż FSO a potem Modlińską, na których to ulicach jesteś królikiem doświadczalnym w konkursie : jak blisko rowerzysty udało Ci się dzisiaj przejechać, przy czym najchętniej biorą w nim udział kierowcy TIR-ów i dostawczaków. Jak więc widać chcąc zachować życie i jakąkolwiek kondycję fizyczną człowiek nie ma innego wyjścia jak zapisać się na siłownię. A że jak powszechnie wiadomo na siłownię chodzą tylko mafiozi i "karki", to jak pomyślałem, że mam jeździć porszakiem i łazić obwieszony złotymi łańcuchami to już wole być karkiem :) Co prawda ani nie mam Pitbulla a nie łażę w dresach, ale to i tak lepsze niż porszak.
Subscribe to:
Posts (Atom)