Ehhh, Jaskiniowcu, wiedz że nie lubię Cię teraz, bo sprawiłeś tym clipem że się mocno wzruszyłam. Ja bez żadnego wahania wiedziałam jaka jest moja odpowiedź na pytanie - nie związana z żadną inną osobą, tylko ze mną samą. A przecież tak starałam i staram się żyć by nieczego nie żałować. Damn it!
Darling, Ty mnie nie masz lubić. Moim celem jest poruszyć w swoich czytelnikach coś i zmusić do zastanowienia. Skoro więc udało mi się poruszyć coś w Tobie i sprawić, że się zadumałaś nad pewnymi kwestiami to mogę sobie tylko pogratulować, że się udało :) a tak btw. Żyć by niczego nie żałować ? To IMO jak próbować robić cokolwiek z założeniem, że się nie popełni żadnego błędu. Czy to jest w ogóle możliwe ? Zawsze prędzej czy później coś wylezie, co sprawi, że będziesz żałować a upieranie się przy założeniu doskonałości (niczego) sprawia, że gorycz jednorazowej porażki będzie dewaluować wszystkie pozytywne osiągnięcia w tej materii. Proponowałbym więc spojrzeć na temat tak: żyć by jak najmniej żałować Wtedy i łagodniej podchodzisz do tematu i automatem masz mniej ciśnienia w tej sprawie - więc oszczędzasz sobie zbędnego stresu. Czyż tak nie jest lepiej ? :)
Jaskiniowcu - może i lepiej ale mnie nauczono w Oz "never do a half-ass job", więc dopuszczenie z góry możliwości porażki i pozwolenie sobie na brak perfekcji nie jest dla mnie akceptowalne. Po co się w ogóle brać za coś, jeśli wiesz/zakładasz, że nie zrobisz tego dobrze?
Ehhh, Jaskiniowcu, wiedz że nie lubię Cię teraz, bo sprawiłeś tym clipem że się mocno wzruszyłam.
ReplyDeleteJa bez żadnego wahania wiedziałam jaka jest moja odpowiedź na pytanie - nie związana z żadną inną osobą, tylko ze mną samą. A przecież tak starałam i staram się żyć by nieczego nie żałować. Damn it!
Darling, Ty mnie nie masz lubić. Moim celem jest poruszyć w swoich czytelnikach coś i zmusić do zastanowienia. Skoro więc udało mi się poruszyć coś w Tobie i sprawić, że się zadumałaś nad pewnymi kwestiami to mogę sobie tylko pogratulować, że się udało :)
ReplyDeletea tak btw.
Żyć by niczego nie żałować ?
To IMO jak próbować robić cokolwiek z założeniem, że się nie popełni żadnego błędu. Czy to jest w ogóle możliwe ? Zawsze prędzej czy później coś wylezie, co sprawi, że będziesz żałować a upieranie się przy założeniu doskonałości (niczego) sprawia, że gorycz jednorazowej porażki będzie dewaluować wszystkie pozytywne osiągnięcia w tej materii.
Proponowałbym więc spojrzeć na temat tak:
żyć by jak najmniej żałować
Wtedy i łagodniej podchodzisz do tematu i automatem masz mniej ciśnienia w tej sprawie - więc oszczędzasz sobie zbędnego stresu.
Czyż tak nie jest lepiej ? :)
pozdr.
J.
Jaskiniowcu - może i lepiej ale mnie nauczono w Oz "never do a half-ass job", więc dopuszczenie z góry możliwości porażki i pozwolenie sobie na brak perfekcji nie jest dla mnie akceptowalne.
ReplyDeletePo co się w ogóle brać za coś, jeśli wiesz/zakładasz, że nie zrobisz tego dobrze?